wtorek, 30 sierpnia 2016

30 sierpnia :)

Hej kochane :) nowa wycieraczka już gotowa, w wcześniejszych postach też były zdjęcia jak powstaje :) Dożo chętnych jest, wiec dużo pracy i od razu trochę z terminami się nie wyrobie i za to przepraszam maks 2-3 tygodnie i będą gotowe :)














Postanowiłam zrobić konkurs, może ktoś weźmie udział. Czas jest do końca września :) Co zrobić:
1. Polubić         https://www.facebook.com/Salvador-McLuck-1690492361225981/
2. Wybrać co chcecie wygrać:) będą zdjęcia.
3. Napisać która rzecz i udostępnić i polubić :)
To wszystko mam nadzieje że będzie dużo osób, możliwe że będzie więcej osób wybranych:)













środa, 10 sierpnia 2016

XXXII rozdział - 10 sierpień

Hej kochane. Nowy rozdzial. Juz skaczylam pisac. Czekajac u fryzjera na swoja kolej.Zapraszam:) milego czytania





 JEDEN DZIEŃ Z ŻYCIA INGRID
Ukryłam się za stodołą. Usiadłam w wysokiej bujnej trawie, podciągnęłam nogi pod brodę i ciężkim sercem oparłam głowę o kolana. Po policzkach spływały mi łzy. Płacząc nie wydawałam żadnych dźwięków, ale czułam się źle. Ociężale wytarłam fartuchem oczy i usta. Zeszłej nocy miałam niejasne przeczucie że jestem w ciąży, bo piersi zrobiły się olbrzymie. W dodatku spóźniał mi się okres.
I co mam teraz zrobić? To pytanie rozsadzało mi czaszkę, w głowie kłębiły się tysiące myśli. Może własnie Charlie przed tym mnie ostrzegała i powinnam z nią porozmawiać. Lekkim krokiem podążyłam w stronę gdzie pracował Erling. Będzie musiał wsiąść na siebie odpowiedzialność za mnie i dziecko. Jak to cudownie, że będziemy razem!
Pełna podekscytowania stanęłam za plecami Erlinga. Obawiałam się trochę jego reakcji.
Dyskretnie chrząknęłam, żeby zwrócić uwagę na siebie.
- Ingrid!- krzyknął radośnie.
- Przejdziesz się ze mną na pole?
- Teraz? W środku dnia?
- A dlaczego nie? Przecież zaraz kączysz prace.
Erling niechętnie dał się mi przekonać.
Imponowało mi to, że Erling tak dokładnie i starannie wykonywał swoją prace. Teraz są od siebie zależni, bo przecież oboje muszą utrzymać dziecko. Charlie na pewno się nad nami zlituje, w końcu niedługo się zaręczymy i rodzi się maleństwo. Kawałek drogi przeszliśmy w  milczeniu, ale gdy tylko nabrałam pewności, że nikt nas nie zobaczy, wsunęłam swoja dłoń w wielka i szeroką rękę Erlinga. Kciukiem gładziłam powoli wierzch jego dłoni. Skóra mężczyzny była wysuszona, ale ciepła i miła w dotyku.
Jakie to dziwne, przeszło mi niespodziewanie na myśl. Jeszcze kilka minut temu byłam kompletnie bezradna, a teraz wręcz przeciwnie, czuje kiełkującą radość z bycia matka. I pomyśleć, że w moim brzuchu miesza mały człowiek. Spłodzony z miłości która połączyła dwoje ludzi.
- Czy jest coś szczególnego, o czym chciałaś ze mną porozmawiać?- zapytał Erling
- Znajdziemy najpierw pień drzewa na którym moglibyśmy usiąść.
- A już rozumiem- zachichotał - zwabiłaś mnie do lasu, żeby...
Nie skomentowałam tego, tylko pociągnęłam go za sobą do pnia, zadowolona poklepałam pień ręką, dając Erlingowi znak, żeby usiadł obok mnie.
Złościło mnie to że oderwał kawałek kory i zaczął ją obskubywać niż skupić na mnie cała swoją uwagę, z sercem w gardle zebrałam się na odwagę. Wykrzyknęłam;
- Jestem w ciąży!
Erlinga zamurowało. Po chwili skulił ramiona i powoli odwrócił się w moją stronę.
- Żartujesz, prawda?
Pokręciłam głową.
Erling rzucił za siebie kawałek kory, który trzymał w ręku, podniósł się i zaczął bez celu krążyć przede mną.
- Uważasz, ze to dobra wiadomość?
- Nie, wcale tak nie uważam- przyznałam cicho- Ja też się martwiłam. To znaczy na początku ale teraz.. To przecież cudowne, że będziemy rodzina.
Odskoczył po tych słowach do tyłu jak oparzony.
- Po moim trupie! Ty będziesz matką, ale niech mnie piorun trzaśnie, jeśli ja zostanę ojcem.
- Ale przecież nim będziesz.
- A skąd u diabła, mam wiedzieć, czy to na pewno jest moje dziecko?
- Erling- Krzyknęłam- Przecież wiesz że nie byłam z żadnym mężczyzna, kiedy my....
- Nie odstawiaj komedii- krzyknął
Czułam że na przemian zalewają mnie fale zimna i gorąca. Szok sprawił, że przed oczami pojawiły się czarne mroczki. Ostatnimi siłami postanowiłam wsiąść się w garść i przemówić mu do rozsądku.
- Chyba nie myślisz, że poszłabym do łóżka z byle kim? Mam prawie dwadzieścia pięć lat i większość moich rówieśników jest już od dawna  zamężna i otoczona gromadką dzieci. Zachowałam dla ciebie to, co kobieta ma najcenniejszego i czym chce obdarować swojego ukochanego.
- Nie sądziłem, że jesteś aż tak głupia, żeby się we mnie zakochać! - ryknął - Gdybym wiedział o tym nigdy do niczego by nie doszło. Czy ty naprawdę tego nie rozumiesz? ty naiwna suko! Jestem wolny ja ptak. Dzisiaj pracuje tu, jutro tam i sam wybieram kobiety, które mnie pociągają. A żona i kupa bachorów wlokących się za mną od gospodarstwa do gospodarstwa to ostatnia rzecz, jakiej mi potrzeba!
Powinnam czuć złość, ale zamiast tego miałam wrażenie, że do brzucha wlewa się gorąca lawa.
Rozczarowanie paliło mnie do życia.
- Sama jesteś sobie winna- zaśmiał się szyderczo, odwrócił się na pięcie i ruszył ścieżką w dół.
- Zaczekaj. Proszę cię Erling.
Nie miał zamiaru się zatrzymać, tylko przyśpieszył kroku. Wycieńczona płaczem, zszokowana leżałam na plecach i wpatrywałam się w niebo. Jakie ono piękne i jakie niebieskie. Ostatkiem sił udało  mi się w końcu stanąć na nogach.
Chwiejnym krokiem podążyłam w kierunku zabudowań, ale już po chwili zrobiło mi się słabo i niedobrze. Przepełniona goryczą oparłam się o pień drzewa, kilka godzin wcześniej łamałam sobie głowę nad tym, jak wyjść cało z opresji. Pocieszałam się myślą, że Erling weźmie na siebie część odpowiedzialności za, to co się stało. Był wówczas cień nadzieje, że razem uda nam się wytłumaczyć przed Charlie. Zostałam sama ze swoim wstydem i dzieckiem, które wychowa się bez ojca.






sobota, 6 sierpnia 2016

XXXI Rozdział :) 6 sierpień

Hej kochani. Rozdział już skończyłam. Trochę to zajęło ale mam jeszcze kilka w zapasie. :) co o nich myślicie ? Podobają się ? Dajcie znać i zapraszam też do pozostałych :) Pozdrawiam i miłego czytania :*




Dopiero pod wieczór naprawdę się odprężyłam. Na szczęście mała najadła się do syta. Odbiło jej się, nie była już spocona ani rozpalona od gorączki. Zaniosłam ja do sypialni i zawinęłam w kołdrę. Wolno ukołysałam dziecko do snu. Z dumą przyglądałam się córeczce. nie mogłam napatrzeć się an tę maleńkie śliczne paluszki, na ciemny puszek na głowie i okrągłe policzki. Wciąż wydawało mi się to nierzeczywiste ze zostałam matka- ze wydałam na świat maleńkiego człowieka.
Szkoda ze nie może być przy nas cały czas gdy pisze do niego czy dzwonie to cisza. Teksie za nim ale co zrobić. Kocham go wiec czekam z malutka na niego. Kiedy w końcu zostaniemy rodziną? Zadaje sobie to pytanie codziennie.
Śniadanie następnego ranka dobiegło już końca. Mama wróciła z zakupów, podała mi papierową torbę. Podskoczyłam. Tego bym nigdy nie zgadła....Naprawdę nigdy. W reklamówce znajdowała się materiał, piękny biały jedwab.
Taki delikatny, taki lekki, taki cudownie piękny!
- To.. to najpiękniejsze, co kiedy kolwiek widziałam - zawołała Ingrid.
- To na twój ślub. Uszyje ją według twojego wzoru, który widziałaś -powiedziała mama
- Nie trzeba było mamo, ale dziękuje. - odparłam
Pomyłam naczynia wraz z Ingrid i Samem. Później poszliśmy na spacer. Malutka spała spokojnie w wózeczku. Wózek jest cudowny. Zapach wiosny delikatnie drażnił mi nos.
 Lekki wietrzyk chłodził moją twarz.
-Wypatrujesz na kogoś?- zapytałam Ingrid
- Tak miał przyjść Erling. Miałaś go poznać- odparła
Biedna dziewczyna, ledwo żyje ze zdenerwowania. Kiedy Erling w końcu przyszedł, na jego twarzy pojawił się gniew.
Zacisnęłam pięści i ze strachem bałam się odezwać wiec wstałam i poszłam w stronę domu z Samem, a tych dwoje niech sobie porozmawiają. Uderzyło mnie , że Erling jest niebezpieczny. Ingrid będzie biedna jeśli któregos dnia ich miłość się skończy. Postanowiłam przemówić dziewczynie do rozsądku. Wybrałam moment kiedy ta wychodziła z obory pełny,m wiadrem mleka. Pośpieszyłam za nią, a w myślach układały mi się wszystkie mądre słowa, które chciałam jej powiedzieć, ale teraz czułam, że język przywarł mi do podniebienia.
Ingrid uśmiechnęła się nieśmiało. Oparłam się o futrynę i skrzyżowałam ręce je na piersi.
- Chciałam z tobą  porozmawiać- na dźwięk poważnego tonu, przestraszona opuściła ręce.
-Tak!?
- Właściwie to nic mi do tego... Czuje jednak, że powinnam cie przestrzec. Nie znasz Erlinga zbyt długo
- Ach- odetchnęła z ulgą- o nim chcesz rozmawiać?
- Nie wiem czy to rozsądne wiązać się z mężczyzna, którego nie znasz i który nie pracuje.
- Zapewniał mnie, ze zostanie do września i coś znajdzie
- No dobrze- odparłam
- Nie musisz się o mnie martwic- zapewniła - potrafię zadbać o siebie.
Nie często zdarzało się, żeby z nią rozmawiała tak szczerze. Ostatnie zdanie otworzyło mi oczy. A wiec zapewne już nie raz zabawiali się. Ach Ingrid, jak mogła dać tak łatwo się zwieść? Zarumieniłam się, przypomniawszy sobie ze sama uległam Jemu. szybciej niż ona.

Któregoś przed południa, kiedy Sam zachowywał się szczególnie nieznośnie, chwyciłam go mocno za rękę
- Co się z tobą dzieje? Nie pozwolę żebyś zachowywał się wobec mnie tak bezczelnie. Odwróciła się na piecie i poszedł do swojego pokoju.
Nuciłam pod nosem, mieszając w garnku kasze jęczmienna. Kasza bulgotała smakowicie. Zbliżała się pora obiadu. Od bardzo dawna cieszyłam się ze po południu położę się do łóżka. Nie musiałam się nikomu tłumaczyć. Teksaskim za chwilami z ukochanym. Emilia jest już gotowa do snu, a potem sama wślizgnę się do szerokiego łóżka. Będę sobie w nim leżeć wygodnie i w końcu będę mogła przespać cała noc.
Emilia nie zdradzała już najmniejszych objawów choroby, to było cudowne uczucie. Jak niewiele trzeba do szczęścia, wystarczy że maleństwo nie będzie już cierpieć.
Kiedy przeszłam obok Sama natychmiast umilkła. Posłał mi ponure spojrzenie, ale natychmiast udałam ze jestem bardzo zajęta wyjmowaniem z szafy cukru i nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa i odetchnęłam z ulga, kiedy Sam wyszedł z kuchni
Któregoś dnia pod koniec marca, starannie ubrałam ciepło Emilie i poszłyśmy do stajni. Posadziłam dziewczynkę na miękkim sianie. Wiosna była już w pełni. Ptaki kryły się w zielonych pączkach.
Emilia podskakiwała na widok klaczy. Wyglądało na to ze ja już rozpoznaje, bo przy różnych okazjach zabierałam córeczkę ze sobą do stajni. Emilia wyciągała miękkie piąstki w stronę konia. klacz pomrukiwała dobrotliwie i odwracała ku niej głowę. Przysunęłam ostrożnie rączki Emili do pyska zwierzęcia., Nie bałam się, że klacz może ugryźć. Była spokojna i miała łagodny charakter., Emilia zapiszczała z zachwytu, kiedy jej paluszki dotknęły miękki pysk i śmiała się radośnie.
- dobry konik- powiedziałam- ty też bądź dla niej dobra.
Emilia nie zrozumiała co mowie do niej, kiedy mała chciała wepchnąć paluszek w nos klaczy, w końskiej piersi rozległ się głuchy dźwięk a zaraz potem kichnęła z całych sił. Ja i mała zostałyśmy opryskane piana. Mimo woli zacisnęła powieki, ale kiedy zdała sobie sprawę z tego co się stało wybuchnęła śmiechem. Najwyraźniej nie jest już strachliwa. wyrywała się mi z rąk bo chciała dalej głaskać klacz.
- Na dziś wystarczy kochanie, jutro przyjedziemy- uznałam
Mama z smutna mina uspokoiła się ja by mnie zrozumiała teraz.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

01.08.2016

Hej kochane.;) dzisiaj troche z innej beczki a mianowicie chodzi mi o etui lub ta plastikowa nakladka na telefon. Albo pokrowiec jak kto woli. Mialam do swojego ale przez to ekran sie mi drqpal i nawet stlukl w kilku miejscach. Tanie to sa na chwile a drogie wycieraja sie. Wiec postanowilam cos z tym zrobic. Mam juz kilka w swoim komplecie ale zawsze cos. Kiedys jak bylam mlodsza zawsze chcialam telefon z diamencikami. Ba zrobilam taki.;)( beda zdjecia nizej) pozniej nie podobal mi sie wzor.( to bylo na telefonie obklejone czyli przyklejone na klej do tylnej obudowy. Cieszylam sie bo mialam tylko ja taki telefon . :/ tu cos odpadlo za chwile mi sie nie podobalo. Inny wzor znalazlam. Nie mialam pieniedzy na te etui bo to gimnazjum bylo. Pozniej znow inny tel. Szkoda go od razu obkleic. I pozniej weszly te wlasnie obudowy tansze. To wtedy sie myslalo co by tu z nimi zrobic. ;) obklejalam obklejalam. Az mialam ciekawy wzor i ktory zostal. Teraz wymyslilam ze ta plastikowa nakladke na tel tez obkleje ale po polowie znudzil mi sie pomysl i triche czasu zajelo mi to. Przeciez masz koraliki zrob cos z nich. No ale jak ja zaloze to na telefon. Myslalam myslalam i doszlam do pomyslu. Juz jest skaczony ale jescze kilka dopracowan. Na ta plastikowa nakladke naszylam to brawoo umiem na szydelkuu;l udalo mi sie i mam to czego mi brakowalo. Cos na telefoni zeby go ochraniac np przed upadkami ;) co wy na to? Macie jakiepomysly i jakies wzory? Nowe prace tez bede ;) zapraszam i milego czytania :* bada zdjecia wczesniejszych prac ale w nastepnym powcie.
I jak wam sie podoba? 

piątek, 22 lipca 2016

22.07.2016

Hej kochane :) Dużo pracy przez ten czas mam.:) Nie mam kiedy nawet postaw żadnego wrzucić:/ I nawet zdjęcia nie mam :( udało mi się jedno na biegu zrobić i nie wyraźne nawet:( praca, praca i jeszcze raz praca.. Pozdrawiam i zapraszam do wcześniejszych postów. Mam też zamiar zrobić bransoletkę, wzór ściągnęłam od jednej z was.. :) 

czwartek, 16 czerwca 2016

16.06.2016

Hej kochane :) W końcu udało mi się zrobić zdjęcia. Wycieraczki :) już jest 10:P taka praca zajmuje mi mniej więcej tydzień może troszkę więcej:) i do tego inne prace tez robię. Ciesze się że wam się podobają one:) może jakiś pomysł na jakąś nowa prace macie? z wielka chęcią pomyśle i zrobię..  Za jakiś tydzień będzie konkurs dla was :) Bo coraz więcej was przybywa i tak pomyślałam o konkursie. :) ale to za jakiś czas wiec przygotujcie się i czekajcie na konkurs :)Pozdrawiam i wracam do pracy buziaki :*



                                       + do wygrania będzie jedna z wycieraczek :)

sobota, 28 maja 2016

28.05.2016

Hej kochane.;) dużo zamówień dostałam na wycieraczki. ;) ciesze sie ze sie podobaja.;) nawet czasu nie zdjecia zrobić i wrzucic na bloga :( od razu skaczona do paczuszki i rusza w świat. ;) ale mam dwie bransoletki ;) tez juz wyslane do jednej z was. ;) pozdrawiam i zapraszam na wczesniejsze posty ;)

poniedziałek, 23 maja 2016

23 maja - Rozdział XXX



Hej kochani przepraszam ze tak późno ale dużo pracy miałam, nie miałam kiedy usiąść i coś wymyślić :) ale już jest  nowy rozdział :) Obiecuje że teraz będą dość szybko nowe rozdziały :)
Zapraszam! :) :*




Głęboki, ale łagodny głos pastora unosił się w kościele.
- Udzielam tobie chrztu. W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Uczcie ją zachować wszystko, co wam przykazałem.
Po chrzcie kobiety z sąsiednich domów przyszły zobaczyć malutka. Niektóre uszyły lub zrobiły na drutach ubranka. Ingrid spisywała się bardzo dobrze, cały czas mi pomagała przy niej.
- Czy mogę potrzymać Emilie na rekach? Kompletnie tracę rozum na jej widok.
Wzięła ją bardzo delikatnie, jakby była z bardzo kruchego szkła.
- Mam wrażenie jak bym trzymała własne. Jaka ona śliczna, tak samo oślepiająco piękna jak jej mama i babcia.
Z zamyśleniem kiwałam głową. Byłam wykończona wszystkim. Porodem, chrztem i tymi przygotowaniami.

Dwa tygodnie po urodzeniu Emilii, siedziałam sobie z mała w kuchni, gdy nagle do domu wpadła Ingrid. Przerażona i bezradna. Rozglądała się wokół i krztusząc się zawołała:
- Potrzebuje pomocy w stajni. Natychmiast!
-Własnie przystawiłam Emilię do piersi, bo domagała się jeść.
- A co się stało?- spytał Sam.
- Ta czarna przeklęta klacz zaczęła rodzić.
- Teraz?- przerwałam jej- To przecież za wcześnie...
- No ale już się zaczęło i potrzebuje pomocy. Lekarz uważał że źrebie jest źle ustawione i ona bardzo będzie cierpiała.
- Zaopiekuj się nią teraz- powiedziałam
Klacz leżała na sianie i ryczała z bólu, kiedy do niej podeszłam. Ciemno brązowe błyszczące oczy wpatrywały się we mnie, poczułam ból widząc jak bardzo zwierze cierpi.
Zmusiłam klacz do wstania, ale nic z tego. Umyłam bardzo starannie ręce w wiadrze z woda. Ingrid pomachała sianem przed oczami klaczy żeby wstała. Wzięłam linę, która wisiała na ścianie, starannie zawiązałam pętle i zarzuciłam ją na szeroki kark konia, po czym zaczęłam ciągnąc ja w górę. Na szczęście podjęła nieśmiała próbę wstania. Zaszłam ja od tyłu ostrożnie, bardzo ostrożnie zaczęłam wsuwać rękę w głąb jej ciała, żeby zamocować lejce wokół delikatnych, maleńkich kopytek.
- Chodź tu Ingrid! Na trzy ciągniemy. Raz. Dwa. Trzy.
Zaparłyśmy się piętami w ubita z ziemi podłogę i zaczęłyśmy ciągnąć z całej siły
Czułyśmy obie, że źrebak się porusza, trwało to przez jakąś chwile, ale potem płód się zatrzymał w otworze.  Spróbowałyśmy jeszcze raz i bardzo wolno zbliżał się do wyjścia na świat, sekunda po sekundzie.
- Jest!- zawołałyśmy rozpromienione.
Źrebie wyglądało na zdrowe wiec się wycofałyśmy żeby matka zajęła się nim. Szarpnęłam drzwi. Przeleciałam jak burza przez korytarz i wpadłam do kuchni.
Jaką właściwie jestem matką, skoro zostawiłam swoją córkę. Weszłam do pokoju, Sam usypiał mała. Widok aż zaparł mi dech w piersi. Sam miał 15 lat, a zajmował się nią z troska i odpowiedzialnością.
- Dziękuje. - odparłam po cichu.
- Przyjemnie się nią zajmować.
Ostrożnie przykryłam ją wełnianą kołderką. W końcu spała spokojnie. Zdjęłam z siebie zabrudzoną bluzkę i starannie umyłam się.  Kiedy byłam już czysta, zmęczona upadłam na łóżko. Odetchnęłam z ulgą bo wszystko skoczyło się dobrze. Klacz przeżyła i dała życie nowemu źrebakowi. Musiałam zdrzemnąć się na chwile, bo obudziło mnie płacz córeczki.
- No już, już moje dziecko. Mama jest przy tobie- mówiłam cicho.

Przesunęłam palcem wskazującym po małej twarzyczce. Jaka ona rozpalona!. I jaka spocona!
Przestraszona wzięłam Emilie i położyłam w swoim łóżku. Nie wiedziałam jak długo córka płacze, przypuszczałam jednak, że niezbyt długo. Nigdy nie sypiałam głęboko, a już zwłaszcza teraz kiedy urodziłam. Zostać matka to tak jakby przejść do innej rzeczywistości. Wszystko teraz kręciło się wokół Emilii, wszystkie zmysły były napięte i skierowane na córkę oraz na jej potrzeby. Miałam wrażenie, że jestem świadoma każdego oddechu córki. Budziłam się w nocy natychmiast, gdy tylko córka zaczęła popłakiwać. Przystawiłam Emilie teraz do piersi, ale dziecko nie chciało ssać. Zrobiło nu się gorąco z niepokoju. Córka powinna pić łapczywie, bo przecież była głodna, kiedy wychodziłam do stajni. Sam wprawdzie obiecał dać jej trochę sztucznego mleka, wiec może mała wypiła trochę, ale czemu teraz płacze?
 Pospiesznie sprawdziłam pieluchę, ale dziecko miało sucho. Zdecydowanie zaczęłam zdejmować z maleńkiej ubranie, żeby ją trochę ostudzić. Może po prostu jej za gorąco. Dziewczynka wymachiwała rączkami i nóżkami, kiedy leżała naga na łóżku. Skórę miała zimną. Chodziłam po pokoju, ale cała uwagę skierowałam na dziecko. Żałosny płacz dziecka ranił moje uszy. Nie wiedziałam co robić i nagle stwierdziłam z przerażeniem, że nie mam kogo spytać o rade. Nie było mamy, ale Ingrid ma przecież rodzeństwo. Może ona będzie wiedzieć co dręczy noworodka. Pospiesznie zawinęłam Emilie w gruby koc i zbiegłam do kuchni.
- Gdzie Ingrid?- spytałam
- Jest w swoim pokoju- odparła sam
W tej samej chwili do kuchni zeszłam. Zmarszczyła brwi, widząc krwisto czerwoną buzie małej.
- Czy coś Emilii dolega?
- Ona chyba jest chora. - odparłam
- Noworodki chyba często mają gorączkę.
- Chyba tak - przyznałam- Ale nie mogę jej uspokoić. Nie chce piersi, nie ma mokro. To straszne, że nie jestem w stanie jej pomoc.
- Daj mi ja może przestanie płakać- odparł Sam
Podałam mu małą, a ona w jednej chwili przestała płakać i otworzyła jeszcze czarne oczy i wpatrywała się w Sama.
-Nie mam pojęcia jak to zrobiłeś- odparłam- ale idź z nią na górę i połóż się przy niej. Zobaczymy co będzie później.
- Nie ma sprawy.
Sprawiał wrażenie szczerze zmartwionego. Zaczął wolno wchodzić po schodach, żołądek ściskał mnie boleśnie bo nic nie jadłam. Co się stało że córka w moich ramionach się nie chciała uspokoić tylko u wujka. Kiedy brzask zaczął barwić niebo, Emilia spokojnie spała w swojej kołysce. Wyprostowałam się i uważnie obserwowałam córkę. słyszałam że mała oddycha spokojnie. Nie zdążyłam się nad tym zastanawiać, gdy dziecko zmarszczyło nosek i czknęło. Nagle zwymiotowała. Chwyciłam ręcznik i starannie wytarłam małą buźkę. Czy to dlatego że tak płakała? Wpatrywałam się przed siebie, ale nic nie widziałam. Przecież dostała tylko mleko i do tej pory znosiła to bardzo dobrze. Jest za mała żeby coś podnieść i włożyć sobie do buzi. Jasne dostała mleka od kozy a nie to o zawsze, prosto od krowy. Wiec wiadomo co jej zaszkodziło. Dzięki ci Boże! wygląda na to że jest uczulona.














piątek, 13 maja 2016

13.05.2016 - wycieraczka

Hej kochane :-) no to mamy piatek trzynastego :-( pechowy jak dla mnie. Moj Skubek został sam w domu dosłownie na 10 minut, wyskoczyłam tylko do sklepu, a przed tym zostawiłam na widoku wycieraczke. Juz gotowa tylko miałam przyszyć ja do filcu. No i jak przychodze moj kochany piesek sie nia zajoł na pół przegryzł i troche poproł. Dobrze ze kilka razy zyłka obszyłam :) A teraz inna wycieraczka. :-)

wtorek, 3 maja 2016

03.05.2016

Hej kochani :-) dwie bransoletki juz skaczylam i jutro zostana wysłane:) co wy o nich myslicie;) pozdrawiam i zapraszam do wczesniejszych postow. :-*

piątek, 29 kwietnia 2016

29.04.2016

Hej kochani:-)  Jednak zmieniłam zdanie i poduszki nie bedzie, ale za to prawie jest mala wycieraczia :-) wiem szalony pomysł, ale co z tego. Może którejś z was sie spodoba... Za jakiś czas bedzie końcowy efekt. ;) Co wy na to?? Pozdrawiam i zapraszam na wcześniejsze posty :-*

czwartek, 21 kwietnia 2016

21 kwiecień - Rozdział XXIX

Hej kochani.
 Nowy rozdział.
 Wiem że długo nic nie było i przepraszam. Obiecuje że w maju będą częściej rozdziały i nadrobię zaległości. Będą na pewno! W końcu będę miała więcej czasu wolnego.  A teraz zapraszam do czytania :) Pozdrawiam :*






Jęknęłam.
Czułam, że powieki mam opuchnięte i gorące, chociaż chciałam je podnieść. Nie byłam tego w stanie zrobić. Nie wyczułam nikogo w pobliżu. Dlaczego nikogo przy mnie nie ma?. W pokoju panowała cisza, ale jakieś glosy dobiegały z oddali. Gardło miałam suche, starałam się zebrać trochę śliny. Co z moim dzieckiem. Pamiętałam przerażenie i straszny chłód, ale nie byłam w stanie odtworzyć wydarzeń.
- Moje dziecko!- zaczęłam wołać.
Do pokoju wpadła mama.
- Spokojnie kochanie wszystko w pożarku.
Położyłam obie dłonie na brzuchu i wstrzymując oddech, głaskałam stercząca piłeczkę. Teraz nie miałam już wątpliwości ze pragnę tego dziecka. Tam na lodzie, nie zastanawiałam się nad tym.
- Lekarz zbadał cie bardzo dokładnie. Martwił się czy płód zniesie takie wstrząsające przeżycie
Ingrid dopadła do mojego łóżka i zarzuciła mi ramiona na szyje.
- Jak dobrze widzieć ze już odzyskałaś przytomność - oznajmiła- dziękuje za uratowanie mi życia.
- Jak długo.. jak długo tak leżałam?
- Trzy dni. A pamiętasz co się stało?
- Tak! Ale wydaje mi się , jakby lód załamał się pod Ingrid wczoraj.
Ukochany  zrobił krok do przodu i stanął, zwijając w palcach swój sweter.
- Ja nigdy przedtem się tak nie bałem- wyznał
- Chodź do mnie- wyciągnęłam rękę do niego.
W końcu zmusiłam się do jedzenia, ale stawało w przełyku i sprawiało mi ból. Musiałam pić ziołowy napar. Napój był ciepły i przyjemnie rozgrzewał.



Kiedy następnego ranka słońce wyjrzało za szczytu wzgórza. Obudziłam się, bo poczułam gwałtowny ból w krzyżu. Głośno jęknęłam. Nie wiedząc o co chodzi, leżałam przez chwile spokojnie i odsunęłam z czoła mokre włosy. Kiedy zamierzałam wstać z łóżka znowu przeszedł mnie ten sam ból w plecach. Rany boskie! Zaczął się poród.
Wstrząśnięta opadłam z powrotem na posłanie. Teraz chodzi o to, żeby sama siebie nie straszyła bardziej, niż to konieczne. Wyciągnęłam telefon i napisałam mamie esemesa ,,zaczyna się''. Mama wpadła do pokoju zdenerwowana.
- Sam już posłał po lekarza! Nie bój się, Charlie będę przy tobie.
Uśmiechnęłam się do niej serdecznie.
- Dziękuję mamo. Bardzo sobie to cenie, czułabym się strasznie, gdybym musiała być sama.
Mama przytakiwała, związała mi włosy w kok. Gwałtownie zwróciłam twarz ku drzwiom i uśmiechnęłam się szeroko do Ingrid, która stanęła w progu. Mama drgnęła, a ja oparłam się rekami o materac, bo chciałam usiąść na łóżku.
- Ingrid! Bądź tak dobra i przynieś Charlie dzban zimnej wody.
Kiedy lekarz wjechał na podjazd. Leżałam spocona i półprzytomna w łóżku. Pośpiesznie przeszedł przez pokój i uścisnął moje ramie.
- Wszystko będzie dobrze- zapewnił- Rozumiem że się boisz, ale natura wie, co zrobić. A ukochany będzie przy porodzie?
- Nie, bo pojechał do pracy i nawet nie wie ze rodzę.- jęknęłam
- Musisz zachować siły, żeby przeć kiedy ja ci powiem, że już trzeba. Musisz z całej mocy wypchnąć z siebie dziecko. Rozumiesz?
- Rozumiem.- odrapałam.
Kiedy już księżyc był wysoko, urodziłam swoje pierwsze dziecko. Udręczona bólem, ale ze łzami radości wyciągnęłam ręce, żeby ja do siebie przytulić. Taka byłam zmęczona wydawało się że nigdy nie będę mogła wstać z łóżka z braku siły.
- Byłaś naprawdę dzielna. Urodziłaś zdrową dziewczynkę. Zaraz ci ja dam. Już, Już tylko ją porządnie zawinę. O już- odezwał się lekarz- Oto córka z której możesz być dumna.
Nie mogłam uwierzyć że dziecko jest owocem miłości. Po policzku popłynęły mi łzy.
- Mamo podaj mi telefon zadzwonię do niego.
- Już zadzwoniłam- odparła.
- Dziękuje.
Po godzinie w progu zobaczyłam jego, mojego przyszłego męża. Przyjrzałam się uważnie, miał łzy na policzkach, to łzy radości, nigdy nie sądziłam że zobaczę jak płacze.
- To nasze maleństwo. - odparłam
- Widzę! Rzeczywiście nasza, czy mogę ją wziąść?
- Tak. - Podałam małe zawiniątko.
- Czy ty widzisz, jakie ona ma czarne oczy i włoski.?
- Podobna jest do taty- odparłam
Rozpięłam koszule i delikatnie położyłam dziecko na swoją skórę. Malutka poruszyła ustami, najwidoczniej szukała brodawki. Położył poduszkę pod łokieć, by dać mi oparcie, a dziecko wkrótce ssało bardzo łapczywie.
- Jak dobrze że mała natychmiast znalazła pierś. Nie wszystkie dzieci to potrafią, ale mleko się jeszcze nie pojawiło. Trzeba trochę czasu, żeby przyszło, nie odstawiaj jej jednak, niech sobie ssie- odparła mama.
- Zawołaj tutaj Ingrid. Myślę że ona czekaj w napięciu.
Kiedy brała lekkie zawiniątko w ramiona i patrzyła na małe cudo, uśmiechnęła się szeroko.
- Jaka ona śliczna. - wyszeptała.
Trzymała mała w ramionach prze pół nocy a ja się trochę przespałam. Dobrze ze mam taka dziewczynę przy sobie.
- Podejdź tu z nią pewnie jest głodna.
Nie protestowała, ostrożnie położyła ja na mojej zgiętej ręce, ale nie odrywała od maleństwa wzroku. Po chwili chrząknęła.
- Rozmawialiście o imieniu?
- Oczywiście. Będzie mieć na imię Emilia Zuzanna.
- Prześlicznie.- Odezwała się radosnym głosem.
- Teraz mamy di Ciebie pytanie Ingrid. - Odezwał się bardzo stanowczo.
- Tak?- Z przestraszeniem odpowiedziała.
- Chcielibyśmy żebyś to ty była jej matka chrzestną, zgadzasz się?
- Uff.... Myślałam.. A nie ważne. Jasne że tak.
Mama zaparzyła kawę. Zrobiła mi śniadanie. Szła powoli przez korytarz. Mała była bardzo spokojna jak na dziecko które zdążyło się urodzić.








piątek, 8 kwietnia 2016

08.04.2016

Hej kochane. Duzo pracy nie mam kiedy nawet zdjecia zrobic:( i pochwalić się pracą:p skaczył mi się kordonek:( no i niestety musze czekać za nim. Serwetka skonczona. I do właścicielki została wysłana a mi sie udalo zrobić zdjecie. Co wy myślicie ? Zapraszam do wczesniejszych postow i pozdrawiam :*

czwartek, 31 marca 2016

31 marca - Rozdział XXVIII




Hej kochani nowy rozdział. Jak ten czas leci. Już po świętach.. Pewnie czekaliście na nowy rozdział wiec jest już:) Pozdrawiam i zapraszam do czytania i wcześniejszych postów zapraszam :*




Kilka dni później byłam z Ingrid w domu. A reszta rodziny poszła na zakupy. Po świętach pomyślałam o Bobie.
- Może weźmiesz trochę jedzenia i zaniesiesz je Bobowi., bo znając życie to nikt tego nie zje. Mama za dużo zrobiła
- Dobrze- odparła i uśmiechnęła się
Ingrid ubrała się. Włożyła kilka warstw i grubą kurtkę. Wzięła koszyk w rękę.
- Zaraz wracam- rzuciła i z trzaskiem zamknęła drzwi. Poszłam do kuchni żeby zrobić coś do picia.
Po chwili zobaczyłam jak dziewczyna idzie. Ostrzegałam ją że w styczniu lód nie jest pewny...
Pod gładką, kapryśna tafla znajduje się mnóstwo zdradliwych rowów! Co ona robi?
Nagle stało się to, czego się obawiałam. Wszystko wydarzyło się tak szybko, że nawet nie zdążyłam jęknąć. Zobaczyłam jak lód pęka pod jej ciężarem jak upada i zostaje wessana do lodowatej wody. Koszyk który niosła w reku, zatoczył łuk w powietrzu i potoczył się kilka metrów od wyrwy. Wszystko co widziałam to ramiona, które wymachiwały starając się czegoś uchwycić. Po chwili wyłonił się jej tułów. Założyłam tylko buty i wybiegłam z domu.
- Weź line i chodź ze mną- zawołałam szybko do Sama.
Dzięki Bogu akurat byli przed domem.
- Ona nie umie pływać - łkała mama.
- Utopi się- krzyknął Sam
- Zrób tylko co powiedziałam
- Ale ty jesteś w ciąży. Uważaj na .....
- Pośpiesz się- przerwałam Samowi.
Przerażenie malowało się na twarzy mamie, ale szybko odzyskała panowanie nad sobą. W końcu cały dom był postawiony do działania.
W krótkim czasie dotarłam do jeziora, ale przez głowę zdążył mi przejść najróżniejsze myśli.Bez mojej pomocy Ingrid byłaby skazana na śmierć, bo nic nie wskazywało na to, żeby jej się udało wydostać z lodowatej wody. Grube ubranie nasiąknęło woda i zrobiło się ciężkie, po za tym Ingrid wychłodziła się i penie straciła przytomność z powodu lodowatego zimna i wstrząsu. Sam i mama przybiegli i płakali. Przyspieszyłam kroku. Wkrótce dostrzegłam Ingrid uczepiona lodu. Widać było ze nie na długo starczy jej siły. Blada twarz służącej zwrócona była ku niebu. Jeżeli uda mi się ją uratować, pomyślałam w desperacji. Co będzie z dzieckiem.
- Ingrid- krzyknęłam ze strachu- Ingrid!
Jezioro było nagie i puste. Ingrid nie było już widać. zniknęła pod woda.
- Sam- zaczęłam- Pod żadnym warunkiem nie wolno wam wchodzić na lód, nie wolno wam iść za mną. Za nic na świecie.
Sam dygotał ze strachu
-A co jeśli ty też wpadniesz?- chwyciłam go za ramie i uporczywie patrzyłam mu w oczy.
- Wtedy musisz próbować mnie wyciągnąć na powierzchnie za pomocą liny. Rozumiesz?
Lód trzaskał, jakby protestował przeciwko temu, ale zagryzłam żeby i próbowałam poruszać się tak lekko, jak to tylko możliwe. Niezdecydowana zatrzymałam się czy rzeczywiście lód wytrzyma ciężar mojego ciała. Mocno zacisnęłam powieki i nie byłam wstanie ich otworzyć, dopóki docierały do moich uszu trzaski lodu. Teraz widziałam ciemna, wypełniona loda rozpadlinę. Gdy pochyliłam się w przód. Ingrid naprawdę walczyła o życie!. Na krawędzi lodu widać było wyraźnie ślady paznokci. Biedaczka używała paznokci by wczepić się jak najmocniej, ale niestety nie znalazła oparcia. Uderzyło we mnie lodowaty chłód wody. Nie miałam pojęcia jak zdołam się zsunąć w głąb rozpadliny. Zawiązałam line wokół piersi i i sprawdziłam czy węzeł dobrze trzyma. Wciągnęłam powietrze do płuc możliwie jak najwięcej i przygotowałam się na to, że za moment pochłonie mnie lodowata otchłań. Gdy zderzyłam się z powierzchnią wody, Słyszałam jedynie swój krzyk. Zaparło mi dech w piersi. Gorączkowo machałam rekami, by wydostać się z uścisku mrozu i lodowatej wody, która otaczała mnie. Zanurkowałam jak najgłębiej. Do samego dna. Nagle na dnie coś zamajaczyło. Zebrałam ostatnie siły i zbliżyłam się. Zobaczyłam bladą, wykrzywioną twarz Ingrid. Złapałam ją. Wydawała się teraz niezwykle lekka. kiedy moja głowa znalazła się ponad powierzchnie. Z bólem chwytałam powietrze w płucach. Paliło niemiłosiernie. Zebrałam resztkę siły by wypchnąć ja na krawędź lodu.
- Ciągnijcie!- krzyknęłam cieniutkim głosem
Nie miałam już siły. Wszystko czego pragnęłam to położyć się tuż obok białego, przemarzniętego policzka Ingrid. Żeby tylko odrobinę odpocząć.
Zanim jednak zapadłam w przyjemną drzemkę, poczułam ze ktoś ostrożnie wyciąga mnie z wody. Mroźny wiatr kąsał przez ubrania.
- Charlie! Słyszysz mnie?
-Ta-a-ak- wydusiłam cichy i obojętnym głosem.
- Musisz wnieść ja do domu- zażądała mama
Sam ostrożnie wziął Ingrid na rękę i zaniósł do domu. Wszystko co mógł teraz zrobić to rozebrać ja i starannie owinąć ciepłą kołdrę. Mama dzwoniła do lekarza żeby szybko przyjechał. Doktor przybył w chwili kiedy Sam ściągał ubranie z Ingrid, a teraz siedział i starannie wycierał ja miękkim lnianym ręcznikiem.
- Proszę nie wchodzić- pospiesznie rzekł.
Mama skinęła głową. Sam wycierał ja i stanął w nogach łóżka. Lekarz wziął blada dłoń i trzymał w swoich rekach.
- Czy mógłbyś określić jak bardzo zimna była woda?
- Nie - odparł Sam- Mamy przeciecz środek stycznia. Lód był bardzo kruchy, co wskazuje na to ze woda ogrzewa się powoli w słońcu.
- A jak długo mogła przebywać pod woda?
Sam odchrząknął żeby oczyścić głos.
- Jakieś piec do dziesięciu minut.
- A co z ubraniem? Miała na sobie dużo rzeczy?- zapytał lekarz
- Tak- powiedział- Miała gruby wełniany sweter, polar i kurtkę.
- To dobrze, że była tak ciepło ubrana- - ucieszył się doktor- Czuje że oddycha ale bardzo ledwie.
- Bardzo pana proszę, niech pan zrobi wszystko co pan może by ja uratować!
Lekarz popatrzył na Sama.
- Zrobię co w mojej mocy.
Po zbadaniu Ingrid lekarz oznajmił ze jest wszystko w porządku i niech leży w łóżku.


 stanął zdumiony kiedy do niego zadzwoniła mama.
- Charlie ona ratowała Ingrid. Źle z nią.- powiedziała mama.
- co pani wygaduje- wykrzyknął wstrząśnięty.
Po chwili Wpadł do kuchni, bliski paniki. Miał wrażenie ze w kuchni unosi się zapach zdenerwowanych, przerażonych ludzi.
- Sam - wyszeptał- Czy to rzeczywiście prawda? Czy ona się utopiła?
- Spokojnie. Charlie żyje. Gorzej z Ingrid.
- to tragedia, ale powiedz co się właściwie stało?
- Lód załamał się pod Ingrid, kiedy miała iść do Boba, żeby zanieść mu jedzenie. Charlie próbowała ją ratować na czas wrócić. Wiec wyciągnęliśmy obie z wody.

 Długo stałem oniemiały, w końcu jednak szok zaczął ustępować miejsce głębokiemu zatroskaniu.
- ja.. Ja bym bardzo chciał zobaczyć Charlie
- Idź na górę jest w moim pokoju. - odparł Sam.
Oddychałem z trudem. Bezradnie pocierałem palcem czoło. Przerażony zbliżyłem się do łóżka. Wyglądała jakby umarła. Poczułem że płacz dławi mnie w gardło.
- Kochana moja- szepnąłem pieszczotliwie.
Wolno usiadłem na krawędzi łóżka i czule dotknąłem jej szczupłej, białej reki. Długie palce były zimne, podniosłem każdy z nich do ust i chuchając, próbowałem je rozgrzać. Nieoczekiwany promień słońca wpadł przez okno.


*** Dzień z życia mamy:)
Miałam wrażenie że kamień na grobie Wiliama lśni, kiedy przywiązałam konia do ogrodzenia cmentarza. Ten grób był o łatwo znaleźć. Przez pierwsze lata po jego śmierci przyjeżdżałam tutaj nie zależnie od pory roku i dnia. Często nawet w nocy. Czasem nie miało znaczenia, czułam że muszę tu przyjechać. Bywało, że miałam chęć tłuc pięściami w nagrobny kamień, aby wyładować agresje. Usunęłam przegnie liście i drobne gałązki. Ogarnęłam delikatnie śnieg z kiełkujących przebiśniegów i krokusów.
- Czy ty wiesz Wiliamie, że nasza córka walczy o życie. Córka której tak bardzo pragnęliśmy, która jest do ciebie taka podobna, ze jej widok sprawia mi ból. Proszę ciebie nie zabieraj mi jeszcze jej. Nie mam dla kogo żyć. Tylko mam ja i dziecko które rośniej w niej. Byś był zadowolony z zięcia i wnuczki.
Rzuciłam ostatnie spojrzenie na inskrypcje nagrobna. Wstałam i pojechałam do domu.
Bałam się o moją córkę i wnuczkę. Co by było jak by nie przeżyły. Bym nie miała dla kogo żyć. Całe szczęście że żyją. Moje małe.






wtorek, 29 marca 2016

29.03.2016

Hej kochane. ;) mija mi rok jak mam bloga;) jej.;) A o to moje prace które zrobiłam w tym roku  :) Niektórych nie zdążyłam zdjęć zrobić. Mam nadzieje że podobają się :) Następny rok mam nadzieje będzie jeszcze lepszy od tego. Chodzi o prace. O książkę:) O moje życie z ukochana osoba.. Ale zobaczymy co życie przyniesie... W tym roku może więcej będzie obserwujących i dużooo komentarzy:)  a przede wszystkim was odwiedzających:) Dziękuję ze jesteście :)


PODUSZECZKI 






Brykolczki są jeszcze dostępne u mnie :) zapraszam
                                                   
          *Obrus- ma się dobrze( mama dała go w prezencie, wiec jak na razie dzieciaczki nie zniszczyły)


   A to jest pierwsza bransoletka która powstała. Wtedy niczego nie miałam nawet igłu :P wiec wiecie jak to wychodzi ;/ ale pamiątka jest :) 
A tu są bransoletki które noszą się chyba bardzo dobrze :)