sobota, 27 lutego 2016

27.02.2016

Hej kochane. Nowa podusia juz jest dopracowana:) jak na taka mala poduszeczke a ile czasu ja robilam:(jest kolorowo: czarny, czerwony, biały, rozowy, niebieski jasny, niebieski ciemny, zielony jasny, zielomy ciemny szary, żółty, brazowy.










czwartek, 25 lutego 2016

25 luty - Rozdział XXV


Hej kochanie :) nowy rozdział..... Zapraszam i milego czytania :*:*





Któregoś ranka obudziłam się, czując czyjąś obecność. Otworzyłam oczy i ujrzałam Jego, który się nade mną pochyla. Krzyknęłam.
- Coś się stało? - przestraszona spytałam.
- Przestraszyłem ciebie?
Osiadłam na łózko i oparłam się na poduszce.
- Nie. Nie wystraszyłeś, ale nie lubię by mnie budzić w taki sposób.
- Sam i Ja wybieramy się do sklepu by kupić łóżeczko dla dziecka.
- A dlaczego z tobą jedzie? -zapytałam ze zdziwieniem.
- Wiesz, chce mi pomoc.- podszedł do mnie blisko i pocałował.
- A w ogóle wiesz jakie ma być to łóżeczko?
-Tak! Wiem. Pamiętam o naszej rozmowie kochanie.
- Dobrze. Życzę wam miłego dnia.
Uśmiechnął się
- Dziękujemy i tobie tez, a znaczy wam moja mała.
Kiedy drzwi się za nim zamknęły. Jęknęłam na głos. Gardo mi się ścisło, a puls dudnił z nieoczekiwanej pobudki, która urządził mi.
         
                                                                                                       ***


Następne kilka miesięcy czułam się bardzo dobrze. Bez żadnych zachcianek, bez żadnych mdłości. Ciąża po prostu idealna. Tylko że w swoje ulubione ciuchy się nie mogłam zmieścić. Już wszyscy wiedzieli ze jestem w ciąży. Śnieg spadł już w listopadzie. Gdy posprzątałam z Ingrid, usiadłyśmy w fotelach i zaczęłyśmy rozmawiać. Zamilkłam nagle w połowie zdania. Poczułam łaskotanie w brzuchu.
- Coś się stało? -zdenerwowana Ingrid zapytała.
- Nie- powiedziałam.
Wzięłam jej rękę i położyłam sobie na brzuchu, poczuła jak dziecko się porusza. Cieszyłyśmy się z tego obie przez pól dnia.


                                                                                                         ***




Przygotowania do świat trwały pomału. W czasie rodzinnych uroczystości tęskniłam za tata, który dawno odszedł. Czułam ze również mama najbardziej cierpiała w czasie świat. Odwróciłam się i szybko otarłam policzki. l zorientował się ze cierpię, lecz po chwili przytulił mnie.
- Chciałem zobaczyć twój uśmiech- zażartował.
- Nie mam ochoty.
- Charlie- zaczął - musisz wiedzieć- mówił z naciskiem
Jęknęłam gdy jego ciepła dłoń przesunęła się po brzuchu, rozwijało się tam maleńkie życie.
- Wiesz co już tam siedzi?
- Dlaczego pytasz - zdziwiłam się.
- Jeśli już chcesz wiedzieć. Szykuje pokój dla dziecka. - odparł.
Zdziwiłam się na to co powiedziała ale cieszyłam się ze będziemy w trojkę.
- Pewnie dziewczynka. Mała Emilia.
- Kocham ciebie znaczy was. Nie musisz się bać ze ciebie zostawię. Jesteście moje i tylko moje. Zapewniam ciebie ze po twoim porodzie, werzniemy ślub taki jak tylko zapragniesz. Zaczęłam dziękować Bogu ze mam przy sobie takiego dobrego mężczyznę.
W przed dzień wigilii spadł śnieg. Był wczesny ranek i słonce zaczęło złocic zalesione zbocza.
- Mamo w nocy spadł śnieg -zawołałam.
- W każdym razie jest przepięknie
- Tak, tak. -Westchnęłam.
Cały dzień spędziliśmy w kuchni.
Przyjecie bożonarodzeniowe nie okazało się takie jak to sobie wyobraziłam. Ze smutkiem siedziałam na werandzie, patrzyłam w rozgwieżdżone niebo. Większość gwiazd migała dziś wieczorem, blado lecz niektóre świeciły intensywnie.
Usłyszałam za sobą skrzypniecie drzwi. Sam usiada obok mnie. Po krótkiej chwili odezwałam się
- Tam w górze jest twoja mama. Jest tam przez caly czas.
-  To mama nie jest na cmentarzu?
- Jest ciałem. A dusza tam u góry. Patrzy na ciebie.
Wydało mi się dziwne takie wytłumaczenie, ale nie wypytywał o szczegóły. Uważałam ze bezpiecznie będzie jeśli wie ze matka nad nim czuwa i pilnuje go.
- Potrzebuje cie mamo- szepnął ze smutkiem- Dlaczego musiałaś umrzeć.
- Sam. Wiem ze ci bardzo smutno, ale ja nic nie zrobiłam. Mama sama obsunęła się z drabiny.
- Charlie wiem. Nie jesteś winna temu. Ale na początku obwiniałem ciebie. Przepraszam.
- Nic się nie stało. Jeśli będziesz miał kiedykolwiek jakieś pytania lub będzie coś się działo zawsze możesz przyjść do mnie i zaradzimy temu.-ze łzami w oczach powiedziałam .
- Już nie płacz. Kocham cię jak starszą siostrę i to się nie zmieni.
Po chwili zaczął padać śnieg, wiec wstaliśmy i poszliśmy do domu na gorącą czekoladę.
Mama i Sam poszli na pasterkę, byłam szczęśliwa ze zostaliśmy sami.
- Dlaczego nie chciałaś iść? Do porodu masz jeszcze 3 miesiące.
- Dobrze wiesz dlaczego kochanie.
Nic nie odpowiedział, ale poczułam wzbierająca we mnie ochotę na seks.
- Nie stój tak.- odezwałam się.
Wzięłam go za rękę i pchnęłam w storn drzwi do mojej sypialni.
 Zaamknął oczy. Gdy go namiętnie całowałam. Płonął z pożądania, przystrzelam się do niego mocno. Podniecona zaczęłam targać jego włosy, naparłam ciałem na jego członka.
- Charlie. Charlie.
W krotce jednak zniknęły resztki rozsądku. Objął mnie i razem upodlimy na miękkie łózko. On  wylądował podziemna. Szybko usiadłam na nim okrakiem i zaczęłam odpinać mu pasek. Chętnie uniósł dupsko do góry, zęby łatwiej było ściągnąć z niego spodnie. Zdecydowanym ruchem pchnęłam go znów na łózko, zmuszając go żeby leżał nieruchomo
- Bo ..... Co ty robisz?
- Ciii- upomniałam go i  całowałam namiętnie.
Wodząc palcem po jego brzuchu, przesunęłam dłoń wzdłuż czarnej kępki włosów, aż do jego przyrodzenia. Zdecydowanym ruchem chwyciłam sztywny członek i włożyłam go sobie do ust. podniósł głowę i patrzył na mnie.
- Charlie nie możemy.
 Opierał się słabo, ale po chwili jego protesty zamieniły się w pełen zadowolenia jęk. Oddychał ciężko. Nigdy dotąd nie czułam tak silnego pożądania. Krew pulsowała mi w skroniach. Chwyciłam jego członka i zaczęłam pocierać o swoje łono. Ruch ten sprawił ze zalała mnie fala zadowolenia. Jęczał za każdym moim ruchem, kiedy członek dotykał miękkie wejście. Widząc żądzę w jego oczach, pragnęłam poczuć go w sobie, ale wystraszyłam się. Wtedyl położył ręce na biodra i wszedł cały we mnie. Oboje byliśmy zadowoleni, ale przez ułamek sekundy zastanowiłam się czy czasem nie powinnam przerwać tej wspanialej chwili. Wszystkie zahamowania prysnęły bardzo szybko. Za nic na świecie nie pozwolę sobie odebrać okazji do kochania się z nim Potrzebowałam jego bliskości.
 Jęczał głośno, nie robiąc nic, zęby mnie od siebie odsunąć. Z błogim wyrazem twarzy usiłował odpiąć guzik od bluzki, uśmiechnął się zadowolony na widok piersi. Chwycił je w dłonie. Opadłam na niego z nosem w jego uchu i szepnęłam;
- Weź mnie!.
Nie wychodząc ze mnie, przewrócił się tak ze teraz ja znalazłam się na dole. sparł się na rekach i zaczął delikatnie się poruszać. Nie tak szybko i intensywnie jak ja przed chwila, ale ładnie i spokojnie
Wtedy moje łono wybuchnęło słodyczą. Całował mnie żarliwie. Przyspieszył doprowadzając mnie do szczytowania.
 Kiedy ogarnęła mnie fala spełnienia, wyprężyłam się w luk. Chwytałam łapczywie powietrze.
- Moja ty- szepną- jesteś szalona..
Pocałował mnie w czubek nosa i opadł wyczerpany na łózko. Patrzyliśmy się do siebie. Leżeliśmy tak przez chwile w milczeniu, ze splecionymi dłońmi na moim brzuchu. Mała zaczęła kopać.
-Daj niżej rękę zobaczysz jak mała kopie- odparłam
Po chwili wykończeni i zaspokojeni zapadliśmy w sen.




poniedziałek, 22 lutego 2016

22.02.2016

Hej kochane:) Mam dla was znów serduszka:p ale zrobilam je dla siebie. W końcu coś dla mnie.;) macie jakieś pomysły na bryloczki. W tym tygodniu jeszcze dodam nowy rozdział. Zapraszam do wcześniejszych postów. Pozdrawiam i przesyłam buziakii:* :*

niedziela, 14 lutego 2016

14 luty -Rozdział XXIV


Hej kochane::)
Wesołych walentynek i żebyście miały tego swojego wymarzonego Walentego :)Chyba te moje rozdziały wam się podobają bo jest coraz was więcej :) Dziękuje za odwiedzanie;)
Nowy rozdział:) Zapraszam


Na cmentarzu było trochę ludzi. Właśnie oczyściliśmy z chwastów grób taty. Jedynie co zostało, to bukiety kwiatów. Nie padało mocno, ale wystarczająco by zmokły mi włosy. Wcześniej przed południem słońce złociło okolice. Szybko zmieniliśmy wodę w wazonie, odwróciliśmy się z mamą, żeby się nie rozmyślić i ruszyłyśmy wąską ścieżka.
Do grobu ciotki był większy kawałek. Ułożyłam bukiet na grobie. W oczach zaszkliły mi się łzy. paliły niczym ogień pochodnie. Spłynęły po policzkach, ale ich nie otarłam. Odwróciłam się i drobnym krokiem poszłam do domu. Pokonałam schody w kilku susach, otworzyłam drzwi do sypialni i rzuciłam się na łóżko. Płacz znalazł ujście, wcisnęłam twarz w materac i wybuchnęłam szlochem. Skuliłam się jak dziecko. Wiem że śmierć ciotki odbiła się na relacjach z Samem. To był wypadek. Zaraz jednak przeszła mi cała złość, również szybko, jak mnie ogarnęła. Wzięłam chustkę i wydmuchałam nos. Zapragnęłam w tej chwili być kobietą, która kocha. Moje uczucia były pewnie bardziej złożone, niżbym tego chciała.
Odbicie w lustrze odpowiedziało mi grymasem. Włosy tworzyły blond plątaninę przed oczami. Próbowałam je rozczesać palcami. Gdybym tylko mogła zostać jeszcze chwile w pokoju, ale zdawałam sobie sprawę, ze to niemożliwe, bo czeka mnie robota. Musiałam zrobić kolacje. Zaraz pewnie Ingrid mnie zawoła. Nie chętnie zeszłam na dół do kuchni. Sam uważnie mi się przyjrzał, ale nie odezwał się ani słowem.


                                                                                ***


Tydzień później, gdy wchodziłam po drabinie prowadzącej na górę stodoły z sianem, usłyszałam cichy płacz. Zatrzymałam się w połowie drogi, czy może jednak zawrócić. Żałosny płacz rozdzierał moje serce. Ruszyłam wyżej, szczebel po szczeblu. Poznałam, że to kobiecy głos i pomyślałam, że nie powinna się chować i cierpieć w samotności.
- Kama? - szepnęłam, leżała skulona na miękkim sianie. Zbliżyłam się cicho, niepewna jak zareaguje- Co się stało?
Próbowała powstrzymać łkanie i otarła zaczerwienione policzki. Pogładziła się po brzuchu, a potem jeszcze kilka razy. Jest w ciąży, stwierdziłam. Będzie miała dziecko, a jego ojciec ja pewnie zostawił. W takim razie nie pierwszy raz w historii zdarza się ze głodny mężczyzna ulatnia się gdy dowiaduje się o skutkach łóżkowych przyjemności. A teraz Kama leży tu młoda, porzucona i z dzieckiem pod sercem. Urodzenie pozamałżeńskie dziecko naznaczy ja na szyderstwo ludzi.
Kama przestała powstrzymywać łzy i opadła na siano. Płacz przybrał na sile.
Usiadłam ostrożnie obok zrozpaczonej dziewczyny i zacisnęłam dłonie na kolanach. Przez chwile siedziałam w milczeniu. Tak bardzo chciałabym ją pocieszyć, ale trudno mi było nawiązać bliski kontakt. Przesunęłam się bliżej i delikatnie pogładziłam szlochającą przyjaciółkę po plecach. Nie odsunęła się i to ośmieliło mnie by ją przytulić. Stopniowo płacz zaczął cichnąć.
- Nie bój się- poprosiłam- Porozmawiam z twoim tata.
Kama spojrzała na mnie, nie rozumiejąc co mam na myśli.
- Bo chyba jesteś w ciąży, prawda?
Pokręciła przecząco głową.
- Nie , to nie to...- znowu wybuchnęła płaczem
- w takim razie co się stało?- spytałam łagodnie.- Opowiedz mi, może będę mogła ci pomóc?
- tata powiedział że  mama nie żyje. Zmarła dziś w nocy.
- Tak mi przykro- rzekłam
- Nie musisz mi współczuć- bąknęła- Matka od dawna dla mnie nie żyje i od dawna podobno chorowała. To dla niej dobrze ze wreszcie znalazła odpoczynek, ale świadomość, że jej już nie ma jest taj trudny do zrozumienia...
- Na pewno- pocieszyłam- To bolesne, gdy odchodzi ktoś, kogo kochamy
- Nie wiem
- a co twój tata na to?
- Ojciec chce zamieszkać w jej domu i byśmy musieli wyjechać aż do Moskwy.
Moja głowę wypełniły przykre myśli.
- Możesz tu u nas zamieszkasz- podjęłam szybką decyzje- umieścimy ciebie w starym domu. Jest tam dużo miejsca, potem coś wymyślimy. Najważniejsze, by znalazły pomoc w tym najtrudniejszym czasie.
- To niemożliwe- westchnęłam
- Dlaczego?
- Tata nigdy się na to nie zgodzi.
- Możesz z nim przecież porozmawiać- odparłam
- Bardzo ci dziękuje- rzekła i mocno mnie przytuliła.
Odprowadziłam wzrokiem szczupła dziewczynę, która wraca do swojego domu.

Późnym wieczorem weszłam do spiżarni, otworzyłam ciężkie drzwi i weszłam do środka. Spojrzałam na zapasy. Były coraz mniejsze. Musze jutro wybrać się do sklepu. Następnego dnia wybrałam się do Kamy do ich sklepu przy okazji.
- Ojej zobacz tato. Kto przyszedł nas odwiedzić- zawołała Kama.
- Witam cię Charlie. Miło ciebie widzieć. Ciąża ci służy.
Zamarłam. Zrobiło mi się przykro. W dzieciństwie patrzyłam na niego jak na bohatera i zawsze starałam zwrócić jego uwagę. Stopniowo zaczynałam dostrzegać jego ciemne strony. Mój tata i ojciec Kamy zawsze byli dobrymi przyjaciółmi, lecz nie budziło wątpliwości ze mój tata dobrze pamiętał każda awanturę, które wybuchały miedzy nimi.
- To dopiero początek, ale dziękuje.
- A co ciebie do nas sprowadza?
- Musze zrobić zakupy, tutaj mam listę.
- Zaraz zobaczę czy mamy wszystko i ci uszykuje.
- Dziękuje.
Kama chyba była przestraszona że przyszłam do sklepu lub co powiem jej ojcu.
- Charlie tu są wszystkie rzeczy, ale jest dużo tego. Może pomoc tobie. Odwiozę ciebie do domu?
- Niech pan sobie problemu nie robi.
- Nie robisz. Kama zostaniesz chwile sama
- Dobrze tato.
Tata Kamy spakował zakupy do samochodu i gdy jechaliśmy w końcu odważyłam się odezwać i z nim porozmawiać.
-Przepraszam że się wtrącam, ale Kama jest moją przyjaciółka i znalazłam ja wczoraj u mnie na strychu. Płakała. Mama jej nie żyje..
- Moja córka była u ciebie? Tak nie żyje.
- Tak była. Mówiła że pan chce się wyprowadzić do Moskwy. A pan nie pomyślał o jej uczuciach i czy ona chce jechać..
 - Faktycznie. Porozmawiam z nią. I dziękuje że o tym powiedziałaś
- To ja dziękuje że pan mnie odwiózł i że mogliśmy w końcu porozmawiać.
- W ogóle się nie zapytałem jak tobie się układa?
- Raz jest dobrze raz jest gorzej. Jak to życie. Nie wiem co będzie ze mną i z Kamile. Na razie tylko dziecko nas trzyma. Plany były ale co z tego jak się widujemy raz w tygodniu.. Zobaczymy jak to moje życie się ułoży.
-Charlie będzie dobrze zobaczysz. Nie wolno ci się denerwować w twoim stanie.
- Wiem, ale co mam zrobić jak normalnie rozmawiamy a później Się nie odzywa tylko wyskakuje ze nie wie czy nasz związek ma sens.- rozpłakałam się
- Nie plącz będzie dobrze. Masz nas wszystkich pomożemy ci jak będzie trzeba.
Cieszyłam się że w końcu mogłam komuś powiedzieć trochę o moich uczuciach. Ulżyło. Wypakowałam zakupy. Wyczerpana całym dniem poszłam się wykapać i spać




sobota, 13 lutego 2016

wtorek, 9 lutego 2016

9 luty - Rozdział XXIII


Hej kochane robaczki.:) Mam już rozdział:) Jak się wam podoba dalszy ciąg?? Miłego czytania :*



Rozpoznałam szuranie kroków mamy. Dygotałam na całym ciele, szybko złapałam poduszkę i przycisnęłam ja do uszu. Dokładnie wiedziałam, co zamierza zrobić. Mama zatrzymała się przed moimi drzwiami i nasłuchiwała. Nacisnęła klamkę, zajrzała do mnie, lecz zaraz z powrotem zamknęła drzwi za sobą.

W dzień pogrzebu, pogoda była piękna. Miałam łzy w oczach gdy trumnę wnieśli do domu. Delikatnie wytarłam łzy, kiedy usłyszałam głos na schodach. Nikt nie powinien mnie zobaczyć, że płacze. Byłam zmęczona. Męczyło mnie, że cały czas musiałam się starać zachowywać spokój. Musiałam im pomóc. Ludzie zjeżdżali się z daleka i z bliska. Miałam nadzieje, że znajdę siłę w sobie, żeby wsiąść udział w pogrzebie. Jeśli nie chce zwariować, pomyślałam, muszę w końcu zapomnieć o tym co się stało. Wymazać z pamięci. Musze przestać wracać do tych wszystkich okropnych słów, którymi obrzucała mnie. Musze przełknąć swoją gorycz i zapomnieć. Nawet morderstwo muszę wymazać z pamięci.
Zaschło mi w gardle, ze zdenerwowania. Gdy się przebierałam, otworzyłam okno, było w pokoju duszno. Pochyliłam się zęby je otworzyć, coś zakręciło mi się w żołądku i nie zdołałam powstrzymać wymiotów. Z przerażeniem otarłam usta wierzchem dłoni. Nie czułam się przecież źle.
 Wyprostowałam się i ze zdumieniem dotknęłam swoich piersi. Coś się działo nie tylko z moim żołądkiem, również piersi były dziwnie wrażliwe... Znowu ogarnęły mnie mdłości. Nie bardzo znałam się na sygnałach ciała, ale słyszałam, że mdłości i wrażliwe pierwsi to znak, że....
- Boże - jęknęłam- jestem w ciąży!!!
Śmiertelnie przerażona osunęłam się na łóżko. To nie może być prawda.
W tej samej chwili do sypialni wszedł On. O nie, pomyślałam. Potrzebowałam czasu, by przetrawić jakoś myśl o ciąży
- Jeszcze się nie uszykowałaś- zdziwił się.
- Nie- szepnęłam- Tak miło było poczuć chłodny powiew wiatru na twarzy, ale to wyjątkowy dzień- zgodził się i podszedł do mnie.
- Weź mnie za rękę- mruknął
- Poczekaj muszę ci coś powiedzieć
Powoli zaczął zwalniać uścisk. Ciekawość wzięła górę.
- Wydaje mi się, że spodziewamy się dziecka- powiedziałam łagodnie.
Zapadła cisza. oblizał wargi różowym językiem i ze zdumieniem pokręcił głowa.
- Myślałem, że się zabezpieczasz.
- Ja?  Biorę tabletki, ale to nie daje pewności.
- to co teraz będzie?
- Nie wiem. Sama jestem w szoku.
Wstał i wyszedł.
Zostawił mnie samą w pokoju. Co teraz będzie? Pierw zamordowałam osobę a teraz dziecko i facet mnie zostawił. Uszykowałam się i poszliśmy wszyscy na pogrzeb. nigdzie nie mogłam dostrzec. Po ceremonii wrodziłam smutna do pokoju i zastanawiałam się co mam zrobić. Z wrażeń całego dnia zmęczona usnęłam.



Następnego dnia kiedy zeszłam na dół do kuchni po tym jak wyznałam ze wydaje mi się ze jestem w ciąży. Twarz mamy zwróciła się w moja stronę. Uśmiechnęłam się ze zdziwieniem ale się nie odezwałam. Drżącymi rekami nalałam sobie szklankę mleka, gdy piłam czułam na siebie gorące spojrzenia Sama i Ingrid. Z pokoju obok wyszedł
- Zwierzyłem się, że prawdopodobnie jesteś w ciąży- odparł z uśmiechem.- Może będę miał syna!
Z trzaskiem odstawiłam szklankę na blat.
- To chyba nic złego, jeśli urodzi się córka?- rzekłam
Wiele się jeszcze może zdarzyć, zanim się dziecko urodzi. Wzięłam kanapkę, miałam nadzieje ze więcej nie będę o tym mówić. Nie rozumiałam dlaczego, ale jakoś dziwnie nie przejmowałam się tym ze jestem  ciąży. Czy taka obojętność jest czymś normalnym gdy nosi się w sobie maleńkie kiełkujące ziarenko? Na pewno to się zmieni, kiedy już będę po wizycie u lekarza. Lekarz potwierdził że za dziewięć miesięcy będę mama.
Po wizycie opadłam do tyłu na oparcie wygodnego fotela na biegunach. Z czułością położyłam ręce na brzuchu. Naturalnie jeszcze nie mogłam czuć żadnych oznak życia. Może dopiero za kilka miesięcy może da o sobie znać pierwsze kopnięcia malutkich dziecięcych stópek. Zamknęłam oczy i pozwoliłam, by bujanie fotela uśpiło mnie. Powolne kołysanie w przód i w tył pomagało się odprężyć. W domu panowała cisza. Dobiegało jedynie tylko tykanie ściennego zegara. Chwile później zmarszczyłam brwi ze zdziwienia. Odniosłam wrażenie, że ktoś przede mną stanął. Otworzyłam oczy i aż podskoczyłam. Gwałtownie złapałam ustami powietrze i chwyciłam się za poręcz fotela. Kostki palców zbielały, kiedy ze strachu zacisnęłam dłonie.
- Sam! - wykrzyknęłam- przestraszyłeś mnie.
Nawet nie słyszałam, kiedy przyszedł. Stał pochylony nade mną i blisko przesunął twarz do mojej. Jedynie co widziałam to ciemne oczy, które się wpatrywały.
- Czego chcesz? - syknęłam
Nie odpowiedział i zaniepokoiłam się tą ciszą. Co on chciał osiągnąć. Strasząc mnie w ten sposób? Dlaczego nic nie mówił, zwykle przecież nie jest oszczędny w słowa? Wreszcie drgnął
- Ze względu na ciebie, mam nadzieje Charlie.- Zaczął powoli lecz zamilkł- Mam wielka nadzieje- powtórzył z nienawiścią- ze to dziecko jesta.
Nie byłam w stanie odpowiedzieć, ogarnął mnie strach.Ze smutkiem uświadomiłam sobie, że właściwie nic się miedzy nimi nie zaczęło. Związek  z nim, pomyślałam trzymał mnie przy życiu! Stanowił dobry i jasny punkt, dzięki któremu szare i smutne dni nie dawały o siebie znać.
- Słyszałaś, co powiedziałem? Aby dziecko które nosisz, było jego.
Poczułam jak gotuje się we mnie złość. Strach ustąpił miejsce gniewowi.
-Powiedz mi jedno, Sam- rzekłam- Sugerujesz że sypiam z innymi?
- Myślec ze ty wiesz chyba o tym najlepiej.
- Nie zamierzam odpowiadać na twoje bezwstydne zarzuty.
Nagle jak nigdy w życiu odzyskałam swą godność, odwrócił się na piecie i wymaszerował z mojego pokoju. Wysprzątałam cały swój pokój. Żeby zrobić miejsce na łóżeczko, ale to jeszcze mam dużo czasu do zakupów.
Usłyszałam że Sam i Ingrid gdzieś się szykują. Po dziewiątej usłyszałam pukanie do drzwi.
Otworzyłam a tam on
-Wejdź proszę.

Miękka, biała owcza skóra na podłodze tłumiła odgłosy kochającej się pary. Tylko ciche jęki wydobywały się zza zaciśniętych zębów. Rozbawione, nagie nasze ciała splotły się ze sobą.
Płomienie z kominka oblewały ciepłym światłem nasze ciała, którzy spoceni i zadowoleni opadliśmy z wyczerpaniem.
Uniosłam się na łokciu i uśmiechnęłam się do niego
- Wiesz, że cię kocham.
On uśmiechnął się. Byłam bardzo bezpośrednia.
- Wiem. Ja ciebie też bardzo kocham..
Odwróciłam się na plecy i wpatrywałam w drewniane belki sufitu.
- Jesteśmy szaleni- roześmiał się- Pomyśl tylko, gdyby ktoś był w domu nie odważyłbym się wślizgnąć do środka.
On pieścił moje piersi, przesuwał ręką po ciepłej, gładkiej skórze.
- Grzeszymy. Jeszcze nie wzięliśmy ślubu.
- Kościół i pastorzy, tylko upominają i osądzają. ale to jest miłość
- Wierzysz w to?- spytał
- Nie wierze- odparłam- wiem to.
- Jesteś teraz w ciąży, trzeba o tym pomyśleć.
Kiwnęłam głową.
- A kiedy zostaniemy małżeństwem, wtedy będziemy mogli zamieszkać razem i ochrzcić nasze dziecko.
Oboje roześmialiśmy się, pełni napięcia i oczekiwania na nasze dziecko.


























poniedziałek, 8 lutego 2016

08.02.2016

Hej kochani. Nowe bransoletki już są skonczone. Mam jeszcze do zrobienia troche serduszek. Napewno wkrotce beda zdjecia. dziekuje ze zagladacie do mnie, piszecie mile komentarze. Bedzie napewno wiecej prac, rozdzialow tez. Na dniach napewno sie cos do czytania pojawi. Wiec zapraszam na wczesniejsze posty i rozdzialy. Pozdrawiam i dobrej nocki ;)




poniedziałek, 1 lutego 2016

1 luty - Rozdział XXII

Hej Kochani :)


-To pani!- zawołała Ingrid- Nie żyje!
Wszyscy z domowników zaczęli gromadzić się wokół martwej. Ciotka leżała ze zmiażdżona czaszką, jej puste oczy zwrócone były ku górze i na niej spoczywała drabina.
-Charlie!- mama krzyknęła przeraża. Kiedy zobaczyła mnie skulona ze strachu.
Nie zdołałam nic powiedzieć, tylko płakałam. Zabiłam ją i teraz prawdopodobnie spędzę resztę życia w wiezieniu. Brakowało mi siły w nogach, niepewnym krokiem ruszyłam w stronę stołka. Opadłam na niego.
- Już dobrze, już dobrze mała. To nie twoja wina, ale rozumiem ze przeszłaś szok- pocieszyła mnie
Mama nic nie podejrzewa co tam zaszło.
   W tej samej chwili powietrze przeszedł przeraźliwy krzyk. Desperacki, dobiegający z głębi duszy. Krzyk rozpaczy. Przybierał na sile, zmieniający się w niepocieszony szloch. Chciałam się zapaść pod ziemie ze wstydu. Najwyraźniej Sam zobaczył martwą matkę leżącą na ziemi. Biedny, biedny Sam. Zrozumiałam że nie tylko moje życie zostało zmienione w jakiś sposób. Mój występek na zawsze zaważył też na życiu Sama. Resztkami sił wzięłam się w garść. Wreszcie poczułam się na siłach wytłumaczyć co się stało.
Kiedy skłaczyłam mówić, serce waliło mi w piersi, nie śmiałam podnieść głowy. Bałam się spotkać wzrok mamy i Ingrid. Bałam się ze kłamstwo wyjdzie na jaw, bo przecież skłamałam. Nie chciałam tego wcale.
- Jeśli dobrze cię zrozumiała, to Mery schodziła na dół po drabinie, która nagle się przewróciła do tyłu. Stała wysoko?- zapytała mama
Przytaknęłam.
- Chciałaś przytrzymać drabinę, ale ci się nie udało?- Pytała dalej.
- Tak, nie zdołałam jej dosięgnąć- odpowiedziałam- nawet zadrapałam się o ostry koniec drabiny.- dla uwiarygodnienia swoich słów wyciągnęłam drzazgę ręką, pokazując zadrapanie.
Mama opatrzyła ranę, ale to lekkie zadrapanie wiec szycia nie potrzebowałam
   Czułam żal i strach. Czułam się winna. wcale nie próbowałam jej ratować. Przyjechała policja, złożyłam wyjaśnienia. Po wszystkim poszłam do pokoju. Leżałam skulona w pozycji płodowej na łóżku. Usłyszałam pukanie do drzwi.
  Przerażona wstrzymałam oddech, wzięłam się jednak w garść i cienkim głosem powiedziałam ;
-Proszę
Kiedy zobaczyłam w drzwiach jego opadłam na łóżko. Zaczęłam płakać jak dziecko. Usiadł na krawędzi łóżka i zaczął gładzić mnie po plecach, żebym się uspokoiła.
- Charlie, Charlie.- powiedział
- Przepraszam to był wypadek, groziła mi i chciała mnie zabić, bo zakochała się w tobie.
- Kochanie cierpię razem z tobą.
- Wiem. Teraz ciebie potrzebuje. Potrzebuje nawet bardzo.Dygotałam na całym ciele i szybko złapałam poduszkę i przycisnęłam ją do głowy. Bałam się co teraz będzie. Zagryzłam zęby tak mocno że poczułam ból w szczęce.  To strach i niepewność, pomieszane z poczuciem winy zmusiły mnie do milczenia.


Ingrid podbiegła do mnie, kiedy to weszłam do kuchni. W środku nocy.
-Charlie to straszne być świadkiem czegoś tak potwornego!- powiedziała i przytuliła mnie
Gdybyś tylko wiedziała jak było naprawdę. Nie rozumiesz to ja ją zabiłam.
- Sam... Co z nim?- spytałam
- Twoja mama jest z nim w pokoju, uspokaja go
Zacisnęłam powieki, w głębi duszy krzyczałam ze strachu.
- Nie napieraj tak na nią- odezwał się Aksel- potrzebuje spokoju po tragedii, która przeżyła.
Posłałam mu wdzięczne spojrzenie, nigdy nie czułam tak wielkiego strachu, który przepełniał moje ciało.