czwartek, 23 marca 2017

23.03.2017

Czesc kochane troche mnie tutaj nie bylo. ;( mam nadzieje ze nadrobie. I uda mi sie obejrzec wasze prace. No u mnie zycie sie obrucilo o 360 stopni. ;(  nowa praca. Wiec czasu nie na prace koralikowe. Robilam jedna prace przez prawie 6miesiecy a dopiero udalo mi sie skaczyc. Do kwietnia postaram sie nadrobic zaleglosci. I powysylam wszystkie paczki. Staralam sie ale niestety takie zycie jest ze sie komplikuje.;/ nawet nie udalo mi sie wyslac paczki dla pani Lucynki;/ obiecuje ze bedzie pani pod wrazeniem zawartosci ;) a oto mala praca. Obrusik z koralikow. Brazowe i jasne zloto.;) pozdrawiam

piątek, 3 lutego 2017

03.02.2017

Hej kochane:) Nowe prace już skonczone. ;) dwa bryloczki, bransoletkaa i poduszka ;) Poducha dopiero jutro trafi do właściciela, na urodzinki. ;) Dawidku znajac zycie czytasz to i wszystkiego najlpszego:*



niedziela, 29 stycznia 2017

29.01.2017

Hej Kochane :) Troszkę czasu mnie tu nie było. A dużo się pozmieniało. A to praca, a to choroba do tego pies chory. Aż do tego że trzeba było go uśpić, i nasi Włocławscy weterynarze się wybitnie znają na tym, każdy co innego mówi. :( 
Udało mi się zrobić zdjęcie pracy, moja mama zawiozła ja koleżance na prezent :) Jeszcze muszę dla jednej z was zrobić prezent, nie miałam nawet głowy do tego żeby zabrać się. Obiecuje że nadrobię :* I będzie troszkę pracy ale chyba warto :) pozdrawiam i zabieram się od jutra do pracy :) 




wtorek, 10 stycznia 2017

10 stycznia - Rozdział 39 :)

Hej kochani:) Nowy rozdział :) Jak ten czas szybko leci już mamy 2017 rok. Jak u was święta minęły? Może jakieś postanowienia noworoczne? U mnie są nawet kilka:) Pozdrawiam i zapraszam do czytania :*






Nieoczekiwanie dostałam zaproszenie od teściów. Zastanawiałam się, co też takiego może ono oznaczać. Zaprosili mnie do siebie po raz pierwszy, gdy zostałam matka. Moja ciekawość podszyta była niepokojem. Przyjęłam zaproszenie z radością. Na tę okazję wystroiłam Emilię w niebieską sukienkę pokrytą wzorkiem małych kwiatków, białe pończochy i buty tego samego koloru co sukienka.
-Jesteś śliczna- stwierdziła z uśmiechem
Córeczka była spokojna, kiedy czesałam jej włosy i wplatałam w nie białą jedwabną wstążkę.
Moja strojnisia, pomyślałam z dumą.
Mama wyprowadziła samochód z garażu.
- Moje stare serce raduje się, że rodzice Kamila zaprosili cię do siebie.
Nie wiedziałam jak zareagować, na tę szczerą uwagę. Uważałam że muszę coś odpowiedzieć.
- Mam nadzieje, że przywitają nas przyjaźnie
- Nie wątpię w to- rzekła
Jechaliśmy dość pomału. Bałam się co będzie dzisiejszego dnia.Gdy dojeżdżaliśmy do ganku, wszyscy z domowników czekali już na nas.
-Zapraszam i ciebie Evi do środka-  oznajmił Krystian.
- Ja..??- mruknęła
- Nie odmawiaj, proszę- rozpromieniłam się- Nie będziesz musiała drugi raz po nas przyjeżdżać.
Weszłam z Emilią do kuchni, a widok który ujrzałam, odebrał mi mowę. Stół zastawiony był półmiskami pełnymi najwymyślniejszych potraw. Jedzenia nigdy im nie brakowało, ale moim oczom ukazały się same specjały: śledzie pod różnymi postaciami, wędzonki, omlety, kilka rodzajów kiełbas, karafki z winem. Ślinka pociekła po brodzie, kiedy dotarły do mnie zapachy.
- Wielkie nieba- krzyknęła mama- spodziewacie się wizyty królewskiej?

Emilia wyrywała się niecierpliwie. Zdziwiłam się, że nie nakryto w salonie, ale wkrótce zrozumiałam dlaczego, kiedy w drzwiach pojawił się mój ukochany. Wszyscy mieli pełne szklanki. Poczułam ssanie w żołądku, nałożyłam omleta i plasterek szynki na talerz. Wciąż jednak nie opuszczało mnie uczucie niepokoju. Nie zaprosili mnie tutaj bez powodu. Z rosnącym zainteresowaniem czekałam aż się odezwie.
Kidy wreszcie zadzwonił w kieliszek widelcem i podniósł się wolno, zapomniałam o jedzeniu. Posadziłam sobie Emilię na kolanach i dałam jej kawałek chlebka, by mała nie zakłóciła spokoju podczas przemowy.
Chrząknął i poczerwieniał
- Zastanawiacie się zapewne, co mi leży na sercu...-  spojrzał na mnie i odniosłam wrażenie, że zwłaszcza do mnie kieruje te słowa- Tak się życie ułożyło, że poznałem niezwykła kobitę, Charlie i postanowiliśmy się pobrać, kiedy przyjdzie właściwa pora. Chciałbym więc, zapytać Ciebie czy zostaniesz moją żoną?
Oczywiście zabrakło mi słów. Cieszyłam się tego ze łzami w oczach odpowiedziałam.
- Dziękuje za wszystko, mamy piękna córkę. Za wszystko. Tak zostanę twoją żoną.
- Na zdrowie i wszystkiego najlepszego!- krzyknął Krystian
Na widok zadowolonej twarzy ukochanego zrobiło mi się cieplej na sercu. Promieniał szczęściem i dumą.
Wiedziałam że nie mógł się trafić lepszy mąż. Bywał uparty jak osioł, ale cechowała go cierpliwość i wyrozumiałość.
Tuż przed wyjazdem zaszło jeszcze jedno drobne wydarzenie, które ukryłam w sercu jak najcenniejszy dar. Właściwie założyłam małej buciki i postawiłam ją ostrożnie na podłodze. Emilia podreptała do progu, gdzie stał Krystian i Karolina żegnających gości.
- Dziadzia - zawołałam mała i rozpromieniła się wyciągając do góry rączki
Ufne zachowanie dziecka speszyło go. Pogłaskał ją niezdarnie po włoskach i uśmiechnął sie.
- Dziadzia- powiedziała Emilia, bardziej zdecydowanym głosem.
- Myślę że życzy sobie, by dziadek wyprowadził ja na zewnątrz- uznała moja mama.
Na chwile zamarł bez ruchu, a ja obserwowałam go kątem oka z napięciem, zlekceważy dziecko czy spełni jego życzenie? Unikał takich sytuacji, bo nie radził sobie z emocjami. To moja córka, to moja córka, myślałam gorączkowo. Nie chwycił dziewczynki za rękę tylko wziął ja w ramion, po czy, zniósł ja po stromych schodach. Kiedy postawił ja na ziemi Emilia pokazała niezadowolenie.
- Dziadzia rączka.- domagała się
nie spuszczałam z niej wzroku i z napięciem czekałam na reakcje przyszłego teścia.
- No dobrze- roześmiał się i chwycił malutką dłoń.
Oczy zaszkliły się, a wargi zaczęły delikatnie drżeć ze wzruszenia. Obserwowałam tego barczystego mężczyznę, ściskającego rączkę dziecka w swojej ogromnej dłoni. Żeby do niej sięgnąć musiał się lekko zgarbić.
Poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu i odwróciłam się. Napotkałam łagodne spojrzenie Kamila.
- Wracaj szczęśliwa o domu moja ukochana- powiedział
- Dziękuje- szepnęłam i namiętnie go pocałowałam.
Teść posadził Emilie w nosidełku.
- Buzi- domagała się, wyciągając ramiona do dziadka
- Już się robi.
-Kujesz- oznajmiła i skuliła się lekko, kiedy zarost dziada połaskotał ja po twarzy. Cofnął się ale radosny uśmiech nie schodził z jego twarzy.
- Dziękujemy za zaproszenie- powiedziałam
gdy wsiedliśmy do samochodu mama była jakaś niespokojna.
- Coś ci dolega?- zapytałam
- nie- odparła
wyczułam ze kłamie, nie dałam za wygraną.
-Mnie nie oszukasz, byłaś jakaś nieobecna.
- Był tam Aksel, przyznam się tobie do czegoś ale jak dojedziemy do domu.
Z niedowierzaniem spoglądałam przed siebie, usiłując przetrawić słowa. Gdy weszliśmy do domu, wykąpałam mała. Dałam kolacje i położyłam do łóżka.
Schodząc po schodach na stole dostrzegłam że mama zrobiła herbatce i rozłożyła ciasto.
- Aksel?- powtórzyłam cicho- Żartujesz sobie ze mnie?
Mama pokręciła głową z zakłopotaniem.
- Aksel jest najmilszą osobą na tym świecie.
- Nie wierze.
- Nie jest taki jak myślisz, moje dziecko. My.. my..- nie potrafiła znaleźć właściwych słów- Byliśmy kiedyś z Akselem nawet zaręczeni, wiele lat temu.
Kolejny szok. Wyobraziłam sobie, że nienawiść miedzy nimi jest wynikiem jakiejś potężnej sprzeczki lub niewłaściwego zachowania.
- Poznaliśmy się za dzieciaka.- Mówiła dalej. - Dostałam prace w pewnym gospodarstwie i na jakiejś zabawie po raz pierwszy ujrzałam go.
Nie mogłam sobie wyobrazić mamę o Aksela jako młodych, Zakochanych w sobie ludzi.
- Dowiedziałam się szybko, że Aksel dużo pracuje by utrzymać rodzinę. Wcześniej stracił ojca w tragicznych okolicznościach, jego matka i brat wyłącznie byli zależni od jego zarobionych pieniędzy.
- To aksel ma brata?
- Tak miał 15, a Aksel 18. Zaręczyliśmy się. Planowaliśmy wspólną przyszłość i kupić dom. Teraz już go nie ma, rozebrano go dawno temu. To dobrze, bo nie mogłam na niego patrzeć. Zaczął wracać częściej późno. Zaglądał do kieliszka z kompanami.
- Jak zareagowałaś?
- Nie podobało mi się jego zachowanie ale miał łagodną naturę ale nie zdołało mi się go poskromi. Do dziś się tego wstydzę, ale nie mogę cofnąć czasu. W pewną niedziele popołudniu wybrałam się do parku, by spotkać się z jego bratem, a twoim ojcem
- Co?
- To prawda. Wiliam był jego bratem.Ale wtedy tego nie rozumiałam. Nie zrobiłam niczego niewłaściwego, po prostu odeszłam. Nie powinien był przychodzić w takim stanie, ale alkohol zmącił moje myśli.
- Oddaliliście się od siebie?
- Tak. Byłam młoda i pełna życia. Lubiłam tańczyć i bawić się. Więc z Wiliamem dobrze było. Między nami. Prawdę mówiąc zaczął mnie adorować.
- To dziwne.
- Potrzebowałam wiele lat, by to zrozumieć. Teraz mogę zacząć wszystko od nowa
- Dzięki Akselowi?
- Tak. Był pijakiem, a teraz dostrzegłam jego dobre strony. Przyjęłam go do pomocy, kiedy rozpoznałam go na ulicy i odmienił moje życie.
- Od początku wyczułam że coś was łączy- przyznałam- Ale nie wiedziałam co
- Błagał mnie bym dała mu szanse.
- Z twojej opowieści wynika, że nigdy mu nie wybaczyłaś.
- Nie, to była rana, która nie chciała się zagoić.
-Więc wciąż go kochasz?
- Tak - odparła mama
- Jeszcze nie jest za późno- uznałam
Mama uśmiechnęła się zażenowanie
- Starzy ludzie mieliby zejść się po tylu latach?
- A co w tym złego? Mnie by to się podobało. Byś miała kogoś jak my z mała kiedyś odejdziemy.
Zaśmiała się pod nosem, jakby mój pomysł wydał się jej niezwykle komiczny.
- Dziękuje mamo że mi zaufałam i za to ze odważyłaś się otworzyć.
Postanowiłam ze doprowadzę do ich spotkania. Może  nie od razu, ale na pewno tak się stanie.


poniedziałek, 9 stycznia 2017

09.01.2017

Hej kochane:)
 Jak u was miął sylwester u mnie to nie za dobrze, nigdzie się nie wybawiłam:( Mam nadzieje że następny rok będę :) No i założyłam że w tym będę robiła duże, bardzo skomplikowane rzeczy.  Dzisiaj coś innego. Mianowicie chciałam zrobić jajko z trojaków. Zrobiłam. Niestety nie wyszło jakbym chciała:( ale nie poddałam się. Pytałam niektóre z was czy może być czy przesadziłam. No troszkę tak pisałyście. Jeden komentarz mi utkwił w pamięci. SMOCZE JAJO.  Wiec rozebrałam jajeczko i zrobiłam od nowa ale inaczej. Metoda jak normalne jajko z wstążki. Zrobiłam i udało się.  Trzy zdjęcia są z fleszem a reszta nie. 



Wpadłam na pomysł żeby obszyć pudełko. Jak zarazie po 2 godzinach mam aż tyle zrobione. Mam zamiar wyrobić się z tym do weekendu bo jeszcze troszkę rzeczy mi zostało i zrobić paczuszkę dla jednej z was. Mam nadzieje że się uda i nic mi nie przeszkodzi w tym. Pozdrawiam i zapraszam :) buziaki :*













          





















sobota, 31 grudnia 2016

31.12.2016

Hej kochane :) 
Pewnie niektóre z was się już szykują na zabawy :) To co tu długo pisać bawcie się dobrze :) Wszystkiego dobrego na 2017 :)
 Dużo pracy z koralikami itp :)
 Spełnienia marzeń tych dużych i tych małych:)
Wszystkiego dobrego kochane :*  

A niżej będą prace :) 











poniedziałek, 26 grudnia 2016

Rozdział 38 - 26 grudnia

 Hej kochani :)
Rozdział już 38 :) 
Miłego czytania w końcówkę świat :) 


 Pierwszego listopada wybrałam się na groby na cmentarz. Była taka tradycja, y tego dnia porządkować mogiły, zapalić świece. Pojechałam po śniadaniu, chcąc uniknąć tłumów. Ludzie zwykle przychodzili na cmentarz, skończywszy swoje obowiązki, bo wtedy płonące światełka wyglądały najpiękniej.
  Odwiedziłam najpierw ten grób, który znaczył dla mnie najwięcej. To bardzo dziwne, pomyślałam ze smutkiem, że mogiła Taty odgrywała tak wielka role w moi życiu. Prawda, było to miejsce ostatniego spoczynku mojego ojce, ale przecież nigdy nie poznałam go za bardzo. Kiedy dorastałam, rzadko wymienialiśmy jego imię, choć życie codzienne toczyło się jakby tata wciąż był wśród nas.
Im bardziej tłumiłam w sobie uczucia tym więcej pytań cisnęło się mi an usta. W ten sposób matka stała się niezwykle bliską osoba.Zastanawiałam się często, jakby wyglądało moje życie, gdyby ojciec nie odszedł.
  Przesunęłam delikatnie palcem po napisie na nagrobku. Udekorowałam grób świeżymi gałązkami świerku, które pościnał dla mnie Sam i ułożył na nich serduszko splecione z czerwonej jedwabnej szarfy.
  Z trudem wyprostowałam zmarznięte kolana, rzuciłam ostatnie spojrzenie na nagrobek i ruszyłam dalej.        Grób ciotki znajdował się w tej samej północnej części cmentarza. ,,Mery " głosił napis na zwykłym drewnianym krzyżu. Poprawiłam przekrzywiony krzyż. Zastanawiając się nad stanem swej duszy, nie potrafiłam określić, czy śmierć ciotki wzbudziła we mnie żal czy radość. Ciotka nie była złym człowiekiem, ale fatalnie rozegrała partie swojego życia. Przypuszczalnie zrobiła to, bo zaślepiła ją żądza zemsty.
 Udekorowałam grób w taki sam sposób jak grób taty., tylko serce z wstążką zastąpiłam krzyżykiem.
  Na koniec ruszyłam w górę wzniesioną ku linii lasu, gdzie mieściła się najstarsza część cmentarza. Pamiętałam jak przez mgłę, że mama zaprowadziła mnie kiedyś na grób rodziców ojca i jej, ale od tamtej chwili minęło sporo lat. Nie byłam nawet pewna, czy imię brata bliźniaka taty, które brzmiało Jan, znajdowało się na nagrobku.
 Rozglądałam się z zaciekawieniem szukając kamienia. Wiedziałam w przybliżeniu, gdzie się znajduje, ale mnogość nagrobków nie ułatwiła mi zadania. Część grobów była zadbane, innych w ogóle nie odwiedzano. Jeden z napisów głosił, że zmarły opuścił świat, mając ledwie dwadzieścia parę lat, ale chwasty zdążyły już niemal całkowicie zasłonić nagrobek. Zrobiło mi się przykro, że nikt nie utrzymuje go w należytym stanie.
W końcu znalazłam to czego szukałam. Uklękłam nabożnie i objęłam czułym spojrzeniem nierówny czarny kamień. Wykuty przecinakiem napis niknął pod warstwą mchu i porostów. Trzeba by to zeskrobać twardą szczotka, pomyślałam, ale wciąż byłam w stanie odczytać nazwisko dziadków.
Pod nazwiskiem znajdował się prosta inskrypcja;,, Mały Jan spoczywa z rodzicami''. Poczułam ścisk w żołądku. Mogłabym sobie wyobrazić ból babci, która musiała doglądać grobu własnego syna.
Dziadek też bardzo przeżył tragiczną śmierć dziecka. Co bym zrobiła na ich miejscu? Co bym czuła, gdybym musiała odwiedzać grób Emilii? Nie!!! Wzdrygnęłam się, nie wolno mi tak myśleć. Serce waliło mi jak młotem,  zduszony płacz wstrząsnął mi piersią. Zarwałam się z kolan. Tragedia sprzed lat zawładnął mną całkowicie. Myśli krążyły, a przed oczami pojawiły się straszne obrazy babci wpatrującej się w czarna dziurę w ziemi, w której miała pochować swojego syna.
Odwróciłam się i pobiegłam w kierunku białej ściany kościoła. Okrążając róg świątyni. Gdy znalazłabym się tam minutę wcześniej, przy kościelnej furcie natknęłabym się na Sama. Syn zmierzał do grobu matki, odwrócony do mnie plecami. Przemknęłam do wyjścia, stąpając po oszronionej trawie i omijając żwirową ścieżkę. Sam nie mógł zauważyć mojego samochodu, ale na szczęście nie zainteresował się, kto nim przyjechał.










sobota, 24 grudnia 2016

37 rozdział - 24 grudnia



Hej kochani :) 
Wesołych Świat :* 






Po upojnej nocy z ukochanym, wróciłam do Ingrid po malutka.
- Dziękuje że se nią zajęłaś- odparłam
- Nie ma za co. Pomagasz mi, wiesz jesteśmy dłużne.
Gdy wróciłyśmy we trzy do domu, poszłam z mała na górę a Sam zaczął rozmawiać z Ingrid.
- Więzień uciekł
- Co ty mówisz?- spytała Ingrid
- W wiadomościach mówili przed chwilą, nie wiem jak się nazywa ale uciekł tej nocy.
- Jak to możliwe?- dopytywała się.
-Rzeczywiście siedział za kratkami, ale policja przyznała się że nie wystawili straży. Przypuszczali że morderca podejmie próbę ucieczki wcześniej ale kiedy to nie nastąpiło ich czujność osłabła.
- Bardzo sprytne- zadrwiła mama- Morderca na to tylko czekał. Tacy jak o to przebiegłe lisy. Wiedzą dokładnie kiedy uderzyć.
- Masz niestety racje- odezwał się Kamil- Przyjechałem żeby was ostrzec. Nie wiadomo co tamtemu uderzy do głowy. Może zapragnąć tu przyjść.
- A po co?- zapytał Sam ze zdziwieniem.
- Nie wiem- odrzekł i poklepał go po ramieniu.
- A Ty co tu robisz? - zapytałam
- Przyszedłem was ostrzec bo wiezień uciekł.
- To nie możliwe- odparłam
 A jednak, sądzą ze ktoś mu pomógł w ucieczce.
- W ucieczce?
Skinął głowa
- Uważajcie na siebie, bo może tu przyjść i potrzebować schronienia lub pieniędzy.



                                                                  ***


Po skończonej pracy zatrzymałam się. Stałam przed drzwiami Aksela (  On zaczął  pracować od niedawna u nas. Pomoc na zimę jest bardzo potrzebna, ale znaliśmy go już wcześniej  )
W końcu się odważyłam i zapukałam do drzwi.
- Proszę wejść! - odparł - A to ty Charlie..
Był najwyraźniej zaskoczony i przerwał w pół zdania. Wyglądało jakby miał zamiar coś powiedzieć, ale zaraz zamknął usta. Zacisnął wargi tak, że została tylko wąska czerwona kreska.
Weszłam do pokoju, ale zatrzymałam się przy drzwiach. Głośno chwytałam powietrze. Nigdy nie widziałam go z nagim torsem, bo on zawsze bardzo uważał, żeby mieć na sobie koszule, niezależnie od pogody.
Zagryzłam dolne wargi i pożałowałam, że tu przyszłam. Nie powinnam tego robić. Wstrząśnięta spoglądałam na jego szerokie, muskularne plecy. Chociaż oświetlenie w pokoju było marne, nie mogłam mieć wątpliwości, co widzę. Plecy Aksela pokryte były bliznami po ciosach bicza! Długie smugi bielały w mroku.
- Och! Aksel! - powiedziałam zdławionym głosem.- Kto ci to zrobił? Kto cię tak bił?
Niepewnie ruszyłam ku niemu, ale powstrzymał mnie gestem. Stałam rozdygotana.
- Nie rób tego, Charlie. Musisz zapomnieć o tym co widziałaś.
Wziął białą koszule i przycisnął ja do piersi. Każdy ruch sprawił, że mięśnie na brzuchu się napięły. Mówił ochrypłym głosem, ale wcale nie był zły, raczej zawstydzony.
Spuściłam wzrok i przyglądałam się własnym butom, podczas gdy on wkładał koszule przez głowę. Już miałam wyjść i zostawić go w spokoju, ale wtedy on podał mi krawat. Ten pełen zaufania gest sprawił że ogarnęła mnie fala ciepła i drżącymi palcami ujęłam czarny krawat, a potem założyłam go Akselowi na szyje. Musiałam wspiąć się na palcach, żeby dosięgnąć. Nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy, wpatrywałam się uparcie w supeł, który wiązałam. Bliskość Aksela wprawił mnie w oszołomienie, powodował że kolana się pode mną ugięły. Oczy zaszły mi łzami, nie mogłam przestać myśleć o strasznych okolicznościach straty ojca. Nie wiem czemu mi akurat on przyszedł na myśl w tej chwili. Chciałam szybko się pozbyć tej myśli.
Kiedy skończyłam, Aksel ledwo dosłyszalnym głosem szepnął:
- Dziękuje Ci Charlie i obiecuje że wszystko wyjaśnię ale nie teraz.
Odwróciłam się i wybiegłam a pokoju.







czwartek, 22 grudnia 2016

22.12.2016

Hej kochane;) świeta za dwa dni. Jak to szybko zleciało. To co mam wam zyczyc. Dużo pracy z koralikami, dużo szydełkowania.;) szycia;) dużo zdrowia i jeszcze raz zdrowia:). Żeby ten nadchodzący rok był lepszy niż ten. Spełnienia marzeń tych malutkich i tych najwiekszych:) miłości. Radości z pociech. Wszystkiego najlepszego :) dla każdej z was osobna i przesyłam buziaki dla rodziny:)
A teraz moje prace. Prezenty na świeta dla najbliższych. Ale tylko część bo niektorzy czytaja bloga wiec za dużo nie moge mówić. Po swietach napewno wrzuce zdjecia ;) pozdrawiam i wesołych świat ;) pierwszy bryloczek do kluczy a druga praca to bedzie obudowa do telefonu ;) ale jeazcze tylko poczatek. W drugiej czesci bedzie cala ;) pozdrawiam :*

niedziela, 18 grudnia 2016

36 rozdział - 18 grudzień

Hej kochane :)  Troszkę czasu się przeciągało i nie było nowego rozdziału.
Jeszcze tydzień i święta, jak to szybko zleciało.  A wy w tym roku byłyście grzeczne? Przyjdzie mikołaj:) U mnie mam nadzieje że tak. Mój osobisty mikołaj wie co chce dostać :) Pozdrawiam :) i zapraszam do czytania :)) I zapowiedz ze w środę będzie nowy rozdział :)) Wiec też zapraszam :)



- Ty nie mądra dziewucho!- zaczęłam krzyczeć na Ingrid- Dwukrotnie ostrzegałam cie przed tym człowiekiem i mam nadzieje, że trzeciego razu nie będzie.
- Nie- załkała
- Spróbuj wejść do środka- poleciłam jej- musimy opatrzeć ranę
W kuchni wybuchło straszne zamieszanie, gdy mama i Sam, zrozumieli co się stało.
- Cisza! - zaczęłam- Sam zabierz stąd Emilie. Nie chce żeby widziała jak krew się leje!

Sam posłusznie podniósł mała z podłogi. Mała wyglądała na bardzo zaciekawiona tym co się dzieje, ale bez słowa protestu zgodziła się opuścić pomieszczenie.
- Boli? - zapytałam, oglądając ranę z każdej możliwej strony.
- To dziwne ale nie- pociągnęła nosem.
- Powinno to być zszyte- odparłam- Niech to będzie dla ciebie nauczka. Gorzka nauczka! Żebyś trzymała się od Erlinga z daleka.
Ingrid skinęła głowa tak gwałtownie że aż loki zatańczyły jej dookoła twarzy.
W jednej sprawie Erling się nie mylił. Wiejec już nie słyszałam o palcu Ingrid. Pierwszego wieczoru trudno jej było dojść do siebie. Leżała w łóżku i odmówiła zejścia na dół na kolacje. Nie pozostało nic innego jak tylko zanieść dziewczynie jedzenie do pokoju.

Następnego dnia Ingrid była już na nogach. Chociaż jeszcze wyraźnie utykała.
Gdy zauważyłam Erlinga na dworze, Ingrid natychmiast brała się w garść i szła zupełnie normalnie. Palec goił się całkiem dobrze. Dałam jej trochę wolnego, żeby odpoczęła od tych wrażeń i porozmawiała z rodzicami o dziecku.


Tydzień po zdarzeniu poszłam z mała do Ingrid, dziewczyna rozpromieniła się na nasz widok. Podbiegła do nas i podniosła Emilkę wysoko w górę i uśmiechnęła się do niej.
- Jak dobrze was widzieć- odparła.
Musiałam przyznać że okrutne zachowanie Erlinga mocno nią wstrząsnęło. Wiedziałam że on jest nie obliczalny, ale nie sądziłam ze może być aż tak niebezpieczny.
Emilia otworzyła buźkę w uśmiechu, pokazując pierwszy biały ząbek.
Ingrid cały czas okazywała małej troskę, ale w ostatnich dniach miała sporo własnych zmartwień.
- Zostaniecie na noc? - zapytała.
- Właśnie chciałam poprosić ciebie żebyś się nią zajęła.
- Nie ma sprawy, a ty gdzie się wybierasz?
-  Chce spedzieć trochę czasu z ukochany- odparłam zawstydzona.
- Nakarmię i wykapie Emilie wieczorem.


Słyszałam perlisty śmiech córeczki, kiedy oddalała się z nią tanecznym krokiem przez salon. Odprowadziłam je zadowolonym wzrokiem, radując się ze Ingrid z czułością zajmuje się obcym dzieckiem. Uświadomiłam sobie ze muszę się go pozbyć. Znaczy Erlinga i to jak najszybciej. Nie wiedziałam jednak ze moje życzenie spełni się niedługo w sposób którego żadna miara nie byłam w stanie przewidzieć.

niedziela, 11 grudnia 2016

11.12.2016

Hej kochane. :) Jak idą u was przygotowania do świąt :) u mnie dużo pracy. A teraz coś nowego. Gwiazdka. Jak oczywiście moge tak nazwać:) przygotowałam zdjęcia jak ją zrobiłam. Będzie ich troszke dużo i wytłumacze co i jak. :)
Jeden czarny i pięć czerwonych :)





Zawiazujemy:) 
Dadajemy dwa czarne i po tym jeden czerwony i drugi czerwony. I do końca kwadracika tak samo.

Robimy tak kilka razy aż uzyskamy odpowiednią wielkość kwadracika.


Robimy dziesieć takich kwadracików.

Po jednej stronie wszywamy czerwone koraliki i u góry. Tylko do jednego z pary kwadratow.



Zszywamy dwa kwadraty do siebie.

Po zszyciu dodajemy jeden czarny koralik.






Po wszyciu czarnego koralika zabieramy sie za natępny bok w którym jest wiecej czerwonych koralików. I wychodzi taki trójkat.





Zginamy koraliki czarne, tak żeby wyszła,,korona". 




Po tym przeszywamy dół czanych koralików, żeby praca się nie rozkładała. :)

Dadajemy czarne koraliki.

Dadajemy wieksze koraliki tak aby boki nie opadały. I ja dodałam jeden czarny i jeden srebrny duży koralik.




Szykujemy pieć koralików. W moim przypadku duże perełki aby pasowały do pracy:) wiec jeden bok, perelka i nastepne cztery boki i cztery perełki.:) i końcówke zawiazujemy zeby nic sie nie rozleciało. 


Końcowy efekt.:)



Zapraszam do wcześniejszych postów. Pozdrawiam i buziaki :-*